|
Jaromir
Nohavica: Mam numer komórki do Pana Boga!
MANKO 2009
Tak przynajmniej twierdzi czeski pieśniarz. Podobno
zawsze odzywa się tam automatyczna sekretarka, ale
Nohavica na pewno będzie jeszcze próbował się dodzwonić.
Tylko po co? Czy czegoś brakuje charyzmatycznemu bardowi?
A może zawsze pełne sale koncertowe i setki tysięcy
sprzedanych płyt to za mało? Postanowiłam sprawdzić, co
sprawia, że bilety na koncerty Czecha trzeba kupować z
kilkutygodniowym wyprzedzeniem.
Jest koniec listopada. Pod pięknym, świeżo
wyremontowanym Teatrem Rozrywki w Chorzowie kłębi się
tłum. W większości ludzie dojrzali, eleganccy,
roześmiani. Rozpoznaję wśród nich kilka znajomych twarzy,
z uczelni, z mediów i świata kultury. W foyer swój
przenośny kram ustawił Antoni Muracki, przyjaciel
Nohavicy, tłumacz piosenek barda i manager tras
koncertowych po Polsce. Wszyscy chcą kupić świeżutkie,
dwupłytowe wydawnictwo „Świat według Nohavicy”,
niektórzy zachwycają się starszymi płytami, książkami i
DVD, które w naszym kraju są niemal niedostępne. Na
pewno nie ja jedna wydałam tam wszystkie pieniądze.
Pytam Murackiego, czy ładnie dla nas zagrają. Odpowiada,
że najpiękniej, jak potrafią.
Sala Teatru Rozrywki jest wypełniona po brzegi. Tolek
Muracki zapowiada występ Tadeusza Woźniaka, jednego z
wielu polskich wokalistów zaproszonych do współpracy
przy najnowszej płycie. Woźniak śpiewa swoją piosenkę,
kolejna jest autorstwa Jacka Kaczmarskiego, a na koniec
prezentuje przetłumaczoną pieśń Nohavicy „Mam ledwie
bliznę”. Po nim miejsce na scenie zajmuje Muracki. Jego
interpretacja piosenki „Pijcie wodę” na dobre rozgrzewa
publiczność, wszyscy klaszczą i podśpiewują refren.
Gdy zjawia się Nohavica, salę wypełniają długie oklaski.
Nie zdążył jeszcze powiedzieć słowa ani zagrać żadnej
nuty, ludzie już są zachwyceni, a artysta zdaje się
nieco zawstydzony tak entuzjastycznym przyjęciem. Gdy
aplauz cichnie, muzyk mówi, że koncert zagra tak, jak
gra się dla znajomych. Nohavica, ogólnie rzecz biorąc,
mówi dość dużo. Jego swobodna konferansjerka jest równie
ważna, jak muzyka, którą prezentuje ludziom od 30 lat.
Może trudno zrozumieć, bo śpiewam po czesku, ale
między słowami na pewno zrozumiecie moje emocje –
przekonuje słuchaczy płynną polszczyzną. Jest czarujący
i charyzmatyczny. Rozglądam się i widzę, jak ludzie
patrzą w niego jak w obraz.
W repertuarze Jarek Nohavica ma piosenki z kilkunastu
albumów. Miałam kilka muzycznych marzeń dotyczących tego
koncertu i nie zawiodłam się. Usłyszeliśmy m.in.
melodyjne „Prošel jsem hlubokým lesem”, erotyczne (jak
twierdzi sam Nohavica) „Zatímco se koupeš”, a także „Co
se to stalo, bratříčku”, fantastyczne wykonane „Mikymauz”,
piękną „Cieszyńską” i wzruszającą „Kometę”. Muzyk był
zadowolony z reakcji publiczności, która bawiła się
razem z nim, podejmowała dialogi, a nawet dała się
namówić na chóralne odśpiewanie przezabawnej piosenki o
orangutanie na propan butan. Myślicie, że to głupia
piosenka... Ja też tak myślę – stwierdził roześmiany
Czech, który jest tak samo ciepło przyjmowany w
rodzinnej Ostrawie, jak na Wyspach Brytyjskich czy w
Stanach Zjednoczonych. A jak wyjaśnia tajemnicę swojego
sukcesu scenicznego? Znam polskie pieśni biesiadne,
dlatego gram takie hitowe melodie. Mozartem jestem!
– przyznaje ze sceny ze śmiechem, by już za kilka chwil
wzruszać słuchaczy takimi pieśniami, jak „Danse macabre”,
„Pane prezidente” czy fantastycznym „Mám jizvu na rtu”.
Szelest chusteczek niech świadczy o tym, ile łez wylano
podczas tego występu! Przyznaję, że były to zarówno łzy
wzruszenia, jak i radości.
Na koniec kilka słów o dwupłytowym „Świecie
według Nohavicy”, o płycie, na której polscy
pieśniarze mierzą się z przetłumaczonymi utworami
czeskiego kolegi po fachu. Praca nad wydawnictwem trwała
ponad dwa lata. Na stronie internetowej barda można
przeczytać, że projekt był realizowany w pięciu studiach
nagraniowych, piosenki zaśpiewało ponad 20 wokalistów,
pracowało nad nimi 25 muzyków i 9 aranżerów. Z okładki w
swój muzyczny świat zapraszają m.in. Edyta Geppert,
Krzysztof Daukszewicz, Stanisław Soyka, Tadeusz Woźniak,
Andrzej Sikorowski, Artur Andrus i Zbigniew Zamachowski.
Moją uwagę szczególnie przykuły interpretacje ostatniego
z wymienionych. „Na stacji Jerzego z Podebrad” i „Starszy
pan” brzmią w jego wykonaniu ciepło i melodyjnie.
Najmocniejszym punktem płyty jest według mnie pieśń „Niczym
długa cienka struna”, zaśpiewana przez Wacława
Juszczyszyna i zespół Wolna Grupa Bukowina. Idealnie
przedstawia ona ciemniejszą, bardziej nostalgiczną część
twórczości czeskiego magika słowa i gitary, którym
niewątpliwie jest songwriter z Ostrawy.
Gdyby ludzkie uczucia porównać do strun, Jaromir
Nohavica potrafiłby pięknie zagrać na każdej z nich i
wydobyć dźwięk nawet z tej najmniejszej, najbardziej
ukrytej. Fenomen tego scenicznego minimalisty polega na
tym, że gra nie tylko na heligonce i gitarze, ale przede
wszystkim na naszych emocjach. Chorzowski koncert to
udowodnił. A gdybyście potrzebowali numeru telefonu do
Pana Boga, to wiecie już, do kogo się zwrócić.
Julia
Korus
MANKO |