Igraszki z Nohavicą
Zacznę frazą rodem z ogłoszeń drobnych: "Aaaby w pełni
ucieszyć się katowickim spektaklem złożonym z piosenek
Jaromira Nohavicy należy... mieć Nohavicę
posłuchanego". Trzeba mieć w uchu jego autorską
interpretację, a w głowie swoje własne, choćby nawet
skromne przemyślenie (przeżycie) opowiadanych przez
niego historii. Dopiero wtedy można docenić większe oraz
całkiem malutkie igraszki z Nohavicą, jakie miały
miejsce podczas premiery spektaklu "Kometa czyli ten
okrutny wiek XX wg Nohavicy".
Widać je na każdym kroku, na
wszystkich planach, wyrażane poprzez scenografię,
interpretację, obsadę. Weźmy choćby "Babilon", dla mnie
osobiście jedną z najlepszych piosenek czeskiego barda.
Piosenkę, w moim odczuciu, niezwykle męską, pokazującą w
serii symbolicznych obrazów jakże typowe dla mężczyzny
widzenie świata; wszak podmiot liryczny jako jedną z
pierwszych rzeczy w obcym świecie, dostrzega piękne
dziewczyny, a jak ma chwilę wolną to atawistycznie
kupuje męskie przedmociki (farby olejne, zlew),
świadczące o jego zainteresowaniach i
odpowiedzialności. Powierzenie w spektaklu tej
wspaniałej pieśni, bardzo kobiecej i eterycznej, Iwonie
Loranc nie jest pomyłką; pieśniarka wykonując "Babilon"
sama przestaje być kobietą (i nie wykonuje żeńskiej
wersji piosenki, bo tego zrobić się po prostu nie da!),
a staje się alegorią duszy, głosem duszy wrażliwego
mężczyzny-poety. A dusza jest rodzaju żeńskiego, więc
igraszka w pełni zasadna.
Weźmy inny przykład. Słynni
nohavicowi "Milionerzy", grube szyderstwo z telewizyjnej
głupoty. Kiedy się tego słucha w oryginalnym wykonaniu,
wydaje się, że już dalej w satyrze pójść nie można. A
jednak! Aktorzy teatru Korez posunęli się zdecydowanie
dalej – i to z jak najlepszym skutkiem. Ubranie
prowadzącego teleturniej Milionerzy (czyli "Huberta") w
strój dyrektora cyrku (granego, nota bene, przez
dyrektora teatru) działa tak skutecznie jak strzał w
potylicę kultury masowej.
A jeśli do tego dodamy, że podczas wykonywania tej
piosenki-historii tenże dyrektor zmusza publiczność do
powtarzania końcowej frazy każdej zwrotki za pomocą
ekranu, na którym jest podany tekst, jak w knajpie z
karaoke – obraz (i dźwięk) mamy zupełny.
Oczywiście zdarzają się też – i to
jest niezwykle smaczne – igraszki bardzo subtelne, które
łatwo mogą umknąć uwadze publiczności. Jak choćby w
mniej znanej, ale
bardzo pięknej piosence Nohavicy pt. "Zestárli jsme
lásko". W oryginale facet-Nohavica-podmiot liryczny
zwraca się do swej miłej, mówiąc o ich synu: "oči má po
mně a vlasy po tobě". W rozpisanej na dwa głosy
interpretacji korezowej, to żona mówi do męża, że nasz
syn, "ma włosy po tobie". I tu nie sposób się nie
uśmiechnąć, kiedy widzi się idealnie błyszczącą łysinę
męża. Taka mała ironia dodana tam, gdzie jej u Nohavicy
wcale nie ma.
Aby nie przedłużać listy igraszek
i tym samym nie wyczerpać cierpliwości Czytelników,
chciałbym zwrócić uwagę na jeszcze jedną, tym razem
związaną ściśle z bardzo ważnym elementem scenografii,
jakim jest ekran z animacjami. Otóż podczas
wykonywania pierwszej piosenki spektaklu, słynnej "Jaskółki",
na ekranie pojawią się dosłowne nawiązania do tekstu
Nohavicy. Kiedy wymieniany jest Ludwig van Beethoven –
widzimy niemieckiego kompozytora; kiedy wspominany jest
Jurij
Gagarin – widzimy radzieckiego kosmonautę. Nota bene:
pokażcie mi Państwo drugą piosenkę, w której razem
występują nie tylko Beethoven i Gagarin, ale dodatkowo
jeszcze... Maria Magdalena! Ekran z animacjami staje się
tablicą szkolną, na której twórcy spektaklu lekko
ironicznie dokonują sui generis rozbioru tekstu Nohavicy.
Pokazują zasadę, wzór piosenki. Ale znów: nie ma w tym
dosłowności i ślepego przywiązania. Poznać to można
choćby po tym, że w pewnym momencie wśród latających
postaci zjawiają się Budda i Jan Paweł II, których na
próżno szukalibyśmy w teście "Vlastovki". Ale w
nohavicowej potencji przecież zawsze mogliby się pojawić...
Czy zatem wszystko w korezowym
spektaklu było wspaniałe? Ano nie wszystko.
Paradoksalnie, moim zdaniem, najsłabiej wypadły te
piosenki, w których twórcy przedstawienia chcieli –
chyba niepotrzebnie – najbardziej zbliżyć się do litery
Nohavicy. Poprzestanę na jednym przykładzie: "Mikimauz".
Ciężka i przykra opowieść o wypaleniu się miłości, o
zniechęceniu, podziałach. Na mój gust została
przedstawiona zbyt dosłownie, zbyt fundamentalistycznie
nohavicowo, a przez to nie tak interesująco jak wiele
innych propozycji. Jakbym miał chęć na Nohavicę samego,
tobym sobie posłuchał samego Nohavicy. A do teatru
poszedłem po co innego.
I na szczęście, w większości przypadków, dostałem to, co
chciałem.
Na koniec wypada powiedzieć o
tytule. "Kometa czyli ten okrutny wiek XX wg
Nohavicy". Tytuł pozornie niezły, ale przecież żadną
miarą nie obejmujący nie tylko bardzo zróżnicowanej
twórczości Czecha, ale nawet nie obejmujący zestawu
przestawionych w spektaklu piosenek. Ja osobiście
wolałbym bezpretensjonalne "Songi Jaromira Nohavicy". Bo
przecież nie ma się co silić na ogarnięcie Nohavicy.
Wszak jest z nim jak z każdym poetą: gdy się do niego
nazbyt zbliżymy "machnie skrzydłem i odleci w dal"...
PS.
Aby w miarę sprawiedliwie opowiedzieć o tłumaczeniach, w
jakich śpiewano w Katowicach piosenki Nohavicy, trzeba
by napisać oddzielny tekst. Już choćby dlatego, że
tłumaczy było kilkoro i, co ważniejsze, różnej kategorii
wagowej: od takich, którzy wsławili się już przekładami
czeskiego barda, po całkowitych debiutantów w
nohavicowej translacji.
Teksty, co oczywiste, różniły się od siebie, ale granica
między udanymi frazami a tymi udanymi jakby nieco mniej,
wcale nie przebiegała idealnie równo między
tłumaczeniami dokonanymi przez znanych oraz nieznanych
dotychczas tłumaczy.
Całe szczęście nikt nie ma na Nohavicę wyłącznego
patentu.
Jacek Borowski
jacek.borowski@gmail.com
Wykorzystane w spektaklu piosenki Jaromira Nohavicy i
ich tłumacze:
1. Jaskółko fruń (Vlastovko let) tł. Renata
Putzlacher
2. Cieszyńska (Těšínská) tł. Renata Putzlacher
3. Petersburg (Peterburg) tł. Renata Putzlacher
4. Darmodziej (Darmodej) tł. Tolek Muracki
5. Wielka woda (Velka voda) tł. Juliusz Legoń
6. Sarajewo (Sarajevo) tł. Robert Talarczyk
7. Dance macabre (Dance macabre) tł. Renata
Putzlacher
8. Gdy jutro skoro świt (Zitra rano v pet) tł.
Mirosław Neinert
9. Futbol (Futbal) tł. Jerzy Handzlik
10. Babilon (Babylon) tł. Renata Putzlacher
11. Szalona Małgosia (Blazniva Marketa) tł. Tolek
Muracki
12. Milionerzy (Milionar) tł. Renata Putzlacher
13. Panie Prezydencie (Pane Prezidente) - tł.
Jerzy Handzlik
14. Myszka Miki (Mikymauz) tł. Tolek Muracki
15. Zestarzeć nam się przyszło (Zestarli jsme
lasko) tł. Robert Talarczyk
16. Moje smutne serce (Moje smutne srdce) tł.
Renata Putzlacher
17. Kiedy sobie zdechnę (Az to se mnu sekne) tł.
Mirosław Neinert
18. Litania u schyłku wieku (Litanie u konce
stoleti) tł. Renata Putzlacher
19. Kometa (Kometa) tł. Andrzej Ozga
Premiera spektaklu odbyła się 31 marca 2007 roku w
Teatrze Korez w Katowicach.
Udział biorą:
Iwona Loranc
Elżbieta Okupska
Mirosław Neinert
Robert Talarczyk
Robert Talarczyk i Mirosław Neinert - reżyseria
Robert Talarczyk - scenariusz
Ewa Satalecka i Dariusz Łęczycki - scenografia
Ewa Satalecka - kostiumy
Dariusz Łęczycki i Ewa Satalecka - animacje komputerowe
Artur Fredyk - choreografia
Andrzej Minkacz - aranżacja i kierownictwo muzyczne
Źródło : Strefa Piosenki –
www.strefapiosenki.pl