|
Najwyższe loty
Recenzja płyty „Ikarus” Jaromira Nohavicy
3/2008

Napiszę wprost: wydany właśnie „Ikarus” Jaromira
Nohavicy to moim zdaniem bezwzględnie najlepsza
płyta w dorobku tego artysty. Wszystko to, co
charakteryzuje twórczość czeskiego barda zostało na
niej jeszcze spotęgowane, podkreślone, wyśpiewane.
Już od pierwszego słuchania uderza niezwykła
jednorodność zarejestrowanego na płycie materiału.
Nohavica odstawia na bok odziedziczoną po dziadku
heligonkę i zostaje przy samej gitarze. Wraca do
korzeni, wchodzi w głąb siebie. Ale nie wynika to z
niepewności; wręcz przeciwnie. Artysta „pozwala”,
żeby gdzieniegdzie pojawił się inny instrument:
klarnet czy fortepian. Nohavica zdaje się mówić: ta
płyta, te teksty, ta muzyka i cały przekaz z tego
wynikający jest tak bardzo mój, że nie muszę trzymać
się sztywnej konwencji i założeń. Widać i słychać to
na wszystkich planach. Nohavica mówi: ta płyta jest
tak bardzo przeze mnie napisana, że mogę zaśpiewać…
cudzy tekst (Włodzimierza Wysockiego); kontynuuje:
muzyka na tej płycie jest tak bardzo przeze mnie
skomponowana, że mogę zagrać… cudzą melodię (Ludwiga
van Beethovena). I nadal będzie to moje. Najmoje.
„Ikarus” to płyta o nieprawdopodobnej wręcz gęstości
przekazu. Ilość odniesień do jak najszerzej
rozumianej kultury – głównie czeskiej, choć nie
tylko – może spokojnie starczyć na niejeden doktorat
z filologii czeskiej czy antropologii kultury.
Postacie z kukiełkowej bajki telewizyjnej mieszają
się ze słynnym hokeistą, postacie ze znanych
piosenek występują ramię w ramię z nazwiskami ich
twórców, bohaterowie na poły legendarni z bohaterami
najnowszej historii, osobistości starotestamentowe
ze starogreckimi. Globalna kultura amerykańska z
lokalną kulturą śląska morawskiego. Nie jest to
jednak – co nie tylko warto, ale należy koniecznie
podkreślić – zabawna żonglerka pustą erudycją. Każda
aluzja występująca w tekstach jest podporządkowana
subiektywnym odczuciom artysty. Za każdym
wyśpiewanym odniesieniem stoją emocje –
interpretacja poszczególnych fraz piosenek z
„Ikarusa” dowodzi tego jednoznacznie. Słuchając
nagrań czujemy bardzo wyraźnie, że za najmniejszym
kamykiem mozaiki znaczeń, z których ułożona jest
nowa płyta Nohavicy, stoi jakiś odcień uczucia
artysty. Dzieje się tak nawet wtedy, gdy nie do
końca rozumiemy intencje danego porównania,
metafory.
Nowa płyta Nohavicy to dzieło semiotyczne, pełne
znaków i odniesień. Czas i przestrzeń,
rzeczywistości realne i poetyckie mieszają się tu
nieustannie; nieustannie nakładają się plany.
Opowiemy tu o kilku z nich, aby dać przykład,
przystępując do tej enumeracji z pewną melancholią,
bowiem, jak w interpretacji każdego rozbudowanego
poetyckiego dzieła, dotarcie do wszystkich pokładów
znaczeń jest tylko i wyłącznie mrzonką.
Na pierwszy plan wybija się motyw rozliczenia z
komunistyczną przeszłością, w tym z tak bolesnym
doświadczeniem jak (domniemana czy nie, nie jest to
tutaj ważne) współpraca z czeskim UB. Otwierający
płytę utwór „Pamiętam” to antropologiczna
rekonstrukcja poczucia tamtego czasu, grozy
zastraszeń bezpośrednich i pośrednich. Ale myliłby
się ten, kto by sądził, że chodzi o doraźną
publicystykę. Komunizm, STB, marny czas
orwellowskiego Wielkiego Brata to tylko naskórek
rzeczywistości. Albo inaczej: to tylko jedno z wielu
przebrań świata. Pieśniarz pokazuje jasno, że
zniewolenie, zastraszenie nie jest wyłączną domeną
komunizmu. Pod innym przebraniem gra jest prowadzona
dalej. Cynicy tego świata – czy to pracownicy
bezpieki, czy menedżerowie korporacji medialnych
kuszą ludzi (i straszą), a w rękach mają potężną
broń: wiedzę, jak człowieka zmienić. „Zrobimy z
ciebie to, co zrobiliśmy z siebie” – przerażająco
groźnie brzmi jeden z wersów pierwszej pieśni na
płycie. A co na to pieśniarz, kiedy mu grożą, że
zrobią z niego pajacyka na sznurku (Kasparka na
niti)? Powtarza ze strachem ostatnią sylabę:
ti-ti-ti-ti-ti-ti-ti-ti-ti… Na pierwszy rzut ucha
jest to tylko powtórzenie dźwięku, pozbawione sensu.
Tymczasem owo „ti-ti-ti” to nic innego, jak… SOS
podawane alfabetem Morse’a (trzy sygnały krótkie,
trzy długie, trzy krótkie). Ten przykład najlepiej
oddaje jak głęboko pozaszywane są sensy na nowej
płycie czeskiego barda.
Bardzo ważną płaszczyzną, przenikającą większość
piosenek zarejestrowanych na płycie „Ikarus” , są
odniesienia do jak najbardziej realnych twórców
piosenek. Wspominałem już o piosence Wysockiego,
zaśpiewanej z tekstem własnego Nohavicy tłumaczenia.
Innym przykładem – nieco aluzyjnym – jest „Ostravian
Pie”, który to utwór, pieniący się od anglicyzmów,
jest odniesieniem zarówno do superhitu Madonny
„American Pie”, jak również do beatlesowskiej
perełki z „Białego albumu”, utworu „Honey Pie”
(beatlesowska fraza tam umieszczona, „you are
driving me crazy” osobliwie ładnie koresponduje z
frazą „driving to mad” w piosence Nohavicy). Ale
najgłębiej osadzone są aluzje do pieśniarzy
czeskich: Karela Kryla I Jirzego Suchego. Szósty
utwór na płycie, zatytułowany „Co się stało,
braciszku” to bezpośrednie nawiązanie do jednej z
najważniejszych piosenek Karela Kryla „Bratříčku,
zavírej vrátka”, znanej dobrze w Polsce i
wykonywanej przez Jana Krzysztofa Kelusa (który
tekst Kryla spolszczył), Antoninę Krzysztoń oraz,
last but not least, przez samego Kryla na pamiętnym
koncercie we Wrocławiu. Jeszcze ciekawiej wygląda
„udział” czeskich pieśniarzy w utworze „Pro
Martinu”. Martina pojawia się bowiem także u Kryla,
w piosence „Martině v sedmi pádech”; ale nie ma tak
łatwo. Wbrew tytułowi piosenki Nohavicy Martina nie
jest jedyną adresatką jego piosenki. Jest nią także
Babeta; a Babeta to… bohaterka piosenki Suchego;
Nohavica bawi się wymyślaniem, co by robiła taka
Babeta w dzisiejszych czasach. Zaczyna być nazbyt
gęsto? W takim razie posłużę się porównaniem: to
trochę tak, jakby jakiś polski artysta napisał
piosenkę, w której prowadzi dialog z postaciami
piosenek, powiedzmy Młynarskiego i Kaczmarskiego.
Rzecz wyjątkowa. A że to wszystko nie jest żadnym
przypadkiem ani wypadkiem przy twórczej pracy
Nohavicy świadczy wers z ostatniego utworu na
„Ikarusie”, w którym pada supozycja, że po dostaniu
się do nieba Nohavica-podmiot liryczny najpierw
chciałby się pokłonić nisko czeskim
poetom-piesniarzom. Jest w tym ironia, bo przecież
Nohavica dobrze wie, że nie musi umierać, żeby im
oddać hołd. Na „Ikarusie” właśnie to robi.
Nie mogło się oczywiście na „Ikarusie” obyć bez
autoaluzji, znanych z całej twórczości Nohavicy
(wszak Nohavica też sam jest czeskim
poetą-piesniarzem). I tak w jedne piosence
wspomniana jest Marketa (znana wszystkim fanom
głównie z piosenki „Blazniva Marketa”), pojawia się,
jako miejsce zakupu gitary, miasto Cieszyn
(występujący, z nazwy czy choćby tylko aluzyjnie, w
wielu piosenkach czesko-śląskiego barda). Mamy także
cały zestaw postaci i miejsc z prywatnej, poetyckiej
mitologii Nohavicy: wilki („biegnę tak, żeby mnie
wilki nie dopadły”), anioła, słońce i las.
Oczywiście anioł czy słoneczka nie są zarezerwowane
wyłącznie dla Nohavicy; ale każdy, kto choć trochę
posłuchał tego, o czym Nohavica śpiewa wie, że te
poetyckie byty mają swoje znaczące miejsce w
śpiewanych wierszach Czecha.
Zdając sobie doskonale sprawę, że nie opiszę tu
wszystkich elementów, z których składa się „Ikarus”,
chciałbym zwrócić uwagę na pewne novum w
artystycznym (i poza artystycznym) świecie Nohavicy;
chodzi mi mianowicie o stosunek do tak zwanych
nowych mediów. Każdy, kto zetknął się z
działalnością czeskiego barda wie, że przez lata
miał Nohavica do internetu stosunek entuzjastyczny.
„Nie ma już między mną a Wami – deklarował podczas
jednego z koncertów – żadnego pana. Dzięki
internetowi moje piosenki trafiają do Was
bezpośrednio”. I tak było, o czym świadczą dwie
wydane tylko w formie plików mp3 płyty, świetnie
prowadzona strona internetowa artysty (nohavica.cz)
czy choćby fakt, że omawianą tu płytę najpierw można
było kupić przez internet, a dopiero potem trafiła
do sklepów. Ale na „Ikarusie” stosunek do nowych
mediów w tekstach artysty nie jest już taki
apologetyczny; okazuje się, że na internetowych
czatach „często stoją na czatach z maczetami”; że o
szczegółach dotyczących ogólnoświatowej tragedii
będzie się można dowiedzieć na stronie
www.potop.com (piosenka „Noe”), zaś niemiłą
wiadomość o samobójstwie podmiotu lirycznego
natychmiast skomentują na internetowych forach
ludzie, którzy mają „różne nicki” (piosenka „On się
powiesił”). Podobnie jest z innym cudowny
wynalazkiem ostatnich lat – telefonem komórkowym;
nie jest już technologiczną manifestacją wolności,
ale urządzeniem, przez które można realizować na w
pół głuche, zastraszające połączenia telefoniczne
(piosenka „Pamiętam”).
No dobrze – mógłby ktoś powiedzieć – wszystko
ładnie, dobra płyta, inteligentne wielopłaszczyznowe
teksty, tylko co mnie to wszystko odchodzi? Jak się
to wszystko ma do mnie? To są jakieś wewnętrzne
sprawy czeskie, czyż nie? Otóż nie. Wbrew pozorom,
ostateczne przesłanie jest bardzo uniwersalne i
dotyczy, jeśli nie wszystkich ludzi na świecie, to z
pewnością wszystkich nas, sierot po czasach
komunizmu. Bo na pewnym poziomie ogólności nie ma
znaczenia, czy opowiada się o doświadczeniu życia z
czeskiego, węgierskiego czy polskiego punktu
widzenia. A w czasach powracających podziałów, walki
o pamięć ostatnich dziesięcioleci, w momencie
przywłaszczania sobie jedynej słusznej prawdy,
Nohavica mówi swoją płytą rzecz ważną: czy tego
chcemy, czy nie, wszyscy jesteśmy skazani na pamięć
tamtych czasów. Siedzimy, i jeszcze przed długie
lata siedzieć będziemy w tamtej kulturze, która,
nawet jeśli bardzo się staraliśmy, stała się częścią
nas. Na wiek wieków jesteśmy zamknięci w szklanej
kuli, w której poczucie piękna i strach, miłość i
nienawiść, dobro i zło było manifestowane pod jednym
i tym samym sztandarem. Ale, dodaje jak najsłuszniej
Nohavica, stary reżym nie miał monopolu na
zbydlęcenie. I wówczas, i dziś i już zawsze będą
wśród nas ci, co lepiej wiedzą, ci, co zawsze milczą
i ci, którzy zawsze są gotowi tchórzliwie, anonimowo
oskarżać. Wyjściem z tej sytuacji jest sztuka –
swobodny lot Ikara ponad tymi wszystkimi małostkami.
Warto tak lecieć nawet przez chwilę, choć czuć i
widać, że ze skrzydeł powoli zaczyna kapać
topniejący wosk.
Jacek Borowski
jacek.borowski@gmail.com
Jacek
Borowski (ur. 1967), absolwent Warszawske
univerzity,
dziennikarz. Obecnie pracuje nad doktoratem
poświęconym Jeremiemu Przyborze. |