JAROMIR NOHAVICA

o nim |nowości |koncerty |dyskografia |inna twórczość |kontakt


RECENZJE KONCERTÓW
 

Warto było czekać cztery lata

Koncert Jaromira Nohavicy, Warszawa, Teatr Roma, 7 listopada 2005

Gdy pewnego letniego popołudnia usłyszałem po raz pierwszy w życiu piosenki Jaromira Nohavicy, nie zdawałem sobie sprawy, że ten czeski pieśniarz zaszczepi we mnie miłość nie tylko do swojej muzyki, lecz także do wszystkiego, co czeskie.

W przeciągu kilku lat zebrałem większą część dyskografii Jarka, jednak nigdy wcześniej nie miałem okazji, by zobaczyć go i usłyszeć podczas występu "na żywo". Można nawet rzec, że złośliwy los płatał figle, ponieważ kiedy Jaromir miał zagrać koncert w moim rodzinnym Olsztynie, zmogła go choroba, zaś w 2004 roku, kiedy pod koniec kwietnia koncertował w Warszawie, odbywał się tam szczyt możnych tej części świata i dotrzeć tamże było niemożliwością.

Łatwo więc sobie wyobrazić, jak czułem się, gdy na nieoficjalnych stronach Jarka, przeczytałem, że w listopadzie w Warszawie odbędzie się jego koncert. W te pędy poleciałem do Teatru Roma, nabyłem bilet a potem, potem pozostało mi tylko z niecierpliwością czekać i odliczać czas do "Godziny J".

Na szczęście udało mi się dotrwać do poniedziałku, 7 listopada, do godziny 19, kiedy to na scenie wypełnionego po brzegi teatru pojawił się ze swą gitarą cieszyński bard, przenosząc publiczność w zaczarowany świat "Darmodzieja", który gra na flecie pożyczonym od Hieronima Boscha. Już po pierwszych taktach piosenki dałem się ponieść emocjom, które płynęły zarówno w muzyce, śpiewie jak i "konferansjerce", którą Jarek z wielką swobodą i dowcipem prowadził po polsku. Podczas tegorocznego tournee w Polsce, Nohavicy towarzyszy muzyk z bardzo popularnej w Czechach i coraz lepiej znanej w naszym kraju grupy "Čechomor"- multiinstrumentalista Radek Pobořil. O jego grze można napisać tylko dwa słowa - mistrzostwo świata. Radek świetnie akompaniował Jarkowi na akordeonie, trąbce i instrumentach klawiszowych, co nie powinno dziwić, gdyż wspólne koncerty Čechomoru i Jarka nie należą do rzadkości. Najlepszym chyba dowodem na to, że muzycy znają się doskonale był cudownie wykonany "Petěrburg", zaśpiewany zresztą w języku polskim, co zostało przyjęte przez publiczność długą owacją. Moją uwagę zwróciło również wykonanie pieśni Włodzimierza Wysockiego.

Jaromir podjął subtelną grę z polską publicznością, umiejętnie mieszając piosenki spokojne i pełne liryki z rubasznymi przyśpiewkami, opartymi na śląsko- morawskich rytmach, takich jak stworzona przez niego samego "quasi- ludowa" "Meine Familie". Jak zresztą sam zauważył, Czesi mają w zwyczaju w podniosłych momentach robić rzeczy głupie, czym rozbawić mógł chyba największego smutasa.

Niestety nie jestem w stanie podać pełnego zestawu utworów, które Jarek zagrał na koncercie, nadmiar wrażeń niestety nie wpływa dobrze na zdolność zapamiętywania. Nie obyło się bez satyrycznych piosenek z albumu "Tři čuníci" ("Trzy świniki) - takich jak "Hlídač krav" ("Krowi pastuch") oraz "Metro pro krtky" ("Metro dla krecików"), nieco zawadiacki "Fotbal" była też również bujająca "Cukrářská Bossanova", refleksyjne "Zítra ráno v pět" ("Gdy jutro o piątej rano"), czy w końcu rozmarzona "Těšínská". Oczywiście pojawiły się również kompozycje z ostatniej płyty studyjnej "Babylon". Na sam koniec koncertu Jaromir zostawił nam piosenkę, za którą pokochała go większość z nas - "Až to se mnu sekne" ("Gdy odwalę kitę"). To był przysłowiowy strzał w dziesiątkę, gromkie oklaski pozwoliły Jarkowi dokończyć piosenkę dopiero za trzecim podejściem. Następnie nastąpiły aż dwie serie bisów, gdyż ani Jarek ani publiczność nie chcieli końca koncertu. Co było grane podczas bisów, nie napiszę, gdyż trasa koncertowa wciąż trwa i nie chcę psuć niespodzianki.

Niestety życie ma to do siebie, że wszystko co piękne szybko się kończy. Muszę powiedzieć, że dwie godziny muzycznej uczty pozostaną we mnie na zawsze. Nohavica udowodnił, że jest artystą z bardzo rzadką umiejętnością śpiewania na poważnie o życiu, śmierci, miłości, samotności, niezwykłych ludziach, których mijamy na ulicy ale też wesołych piosenek o piłce nożnej czy o marszu eskimosów i co najważniejsze, we wszystkim co robi jest autentyczny. Jeżeli więc ktokolwiek ma jeszcze wątpliwości, czy wybrać się na jego koncert, to ja napiszę tylko tyle - nie ma się co zastanawiać, tylko szybko kupić bilet.

Adam "Łoś" Poszewiecki


biografia
fotografie
v
ideo TV
v
ideo archiwum

artykuły
r
ecenzje CD

recenzje koncertów

wywiady

dyskusje on-line
 

zagraniczne
strony internetowe