|
JAROMIR
NOHAVICA
Teatr
Lubuski, Zielona Góra, 15-03-2008, godz. 19:00
Tak, jak
po najciemniejszej nocy nastanie świt i wzejdzie Słońce,
a rzucony kamień z jakiejś przyczyny zawsze spadnie na
Ziemię, tak każdy przyjazd i koncert Jarka mobilizuje
jego wiernych i wciąż nowych fanów do zapełnienia sal
koncertowych. Nie inaczej było tym razem, podczas dwóch
marcowych koncertów w naszym kraju.
W sobotę
15 marca wieczorem obowiązkowo należało stawić się w
Lubuskim Teatrze w Zielonej Górze. Najpierw, latem
zeszłego roku, do Zielonej Góry zawitał Tolek Muracki z
Przyjaciółmi, by – choć wtedy pewnie jeszcze nikt nie
wiedział o tegorocznym zielonogórskim koncercie Jarka –
niejako zapowiedzieć ten szczególny wieczór, niczym –
że pozwolę sobie użyć poniższego odniesienia -
ewangeliczny Jan Chrzciciel zapowiadający nadejście
Chrystusa. Już wtedy rozbrzmiały jarkowe pieśni w
znakomitych polskich przekładach, a minionej soboty
zaśpiewał je sam Mistrz. Choć nie tylko on. Nohavica
przygotował bowiem na ten wieczór szczególną
niespodziankę, którą był występ zaproszonych gości.
Swój
koncert Jaromir zaczął od absolutnego początku – od
pierwszej piosenki z pierwszej swojej płyty – „Darmoděj”
pod tym samym tytułem, by zaraz potem zaprezentować nam
utwór otwierający jego najnowszą płytę „Ikarus” – Já si
to pamatuju (Pamiętam). I jakby pamiętając te wszystkie
minione lata i swe starsze piosenki, zaprezentował je
nam razem z tymi z Ikarusa. I tak oprócz takich
nohavicowych kanonów jak Ostravo, Pane Prezidente,
Až to se mnu sekne czy Kometa, usłyszeliśmy najnowsze
utwory, jak choćby wspomniane wyżej Já si to pamatuju,
Ty ptáš se mě, Ježíšek, Prošel jsem hlubokým lesem, czy
– napisaną wspólnie, co sam Artysta wyraźnie podkreśla,
czyniąc w ten sposób swe pieśni ponadczasowymi, z…
Ludwikiem van Beethovenem – pieśń Ona je na mě zlá. A
żeby koncert – jak to określił Jaromir - nie był smutny,
przynajmniej jedną z piosenek musieliśmy zaśpiewać razem
z nim. I tutaj Artysta zaproponował nam logopedyczne
Metro pro krtky. Ale tych wspólnie śpiewanych pieśni
było więcej, jak choćby, generalnie mówiąc, ulubiona w
Polsce Cukrářská bossanova (podobno Czesi, gdy chcą
posłuchać Bossanovy włączają polskie radio lub
telewizję), odśpiewana z towarzyszeniem – i znów posłużę
się określeniem Jaromira – polskiej sekcji rytmicznej.
A
wspomniana wyżej niespodzianka i zaproszeni goście? To –
wywołany jako pierwszy na scenę - jeden z głównych
propagatorów twórczości Nohavicy w Polsce, tłumaczący i
śpiewający jego pieśni, a także organizujący koncerty
Jarka w naszym kraju – Tolek Muracki, który zagrał i
zaśpiewał dwie jarkowe pieśni we własnym przekładzie. A
jako drugi na scenę wyszedł, i to była chyba dla wielu –
choćby, patrząc z naszego słowiańskiego punktu widzenia,
z uwagi na swego rodzaju egzotykę językową - największa
niespodzianka tego wieczoru, niemiecki pieśniarz Frank
Viehweg, tłumaczący na język niemiecki między innymi
pieśni Jarka. I trzy z nich, po niemiecku, przygotował
na ten szczególny wieczór. W ten sposób w polskiej
Zielonej Górze – centralnym miejscu Europy, pierwszy raz
spotkał się Czech z Niemcem. I niczym narzeczona z
Cieszyńskiej mówiliśmy po polsku, czesku i niemiecku, a
więcej, bo dobrym językiem do komunikacji okazał się
angielski, choć najlepszym tłumaczem były w tym momencie
same pieśni - muzyka i słowa piosenek, płynące z nich
odczucia i emocje. Tak oto jaromirowe utwory stały się w
jednej chwili wielonarodowościowe, ponad podziałami, jak
magnez swą energią łączące języki, ludzi i narody.
Szczególnie uwidoczniło się to w odśpiewanej na koniec,
wspólnie przez trójkę artystów, w trzech językach,
trochę w knajpianej atmosferze, tylko przy
akompaniamencie heligonki i bez nagłośnienia, jakże
przepięknej pieśni Jaromira, mówiącej nam, że Dokud se
zpívá ještě se neumřelo. Dokąd się śpiewa - wciąż się
żyje i trwa! Później usłyszeliśmy jeszcze Anděl’a
strážn’ego i tak oto koncert dobiegł końca.
Nie był to
jednak koniec wrażeń. Po koncercie bowiem, ale już w
kameralnym gronie organizatorów, artystów i przyjaciół
Jarka, w zielonogórskim Minibrowarze nieoczekiwanie,
przy dźwiękach gitary, na nowo rozbrzmiały pieśni
Nohavicy i jego gości. Według pierwszej myśli, sam już
nie wiem przez kogo rzuconej, każdy – Jarek, Tolek i
Frank - miał zaśpiewać po jednej piosence, a zrobiło się
ich – przy zachwycie zebranych – o wiele więcej. I tak
usłyszeliśmy to, czego zabrakło na koncercie – między
innymi Pijte vodu czy erotyczne Zatímco se koupeš, a mi
szczególnie zapadło w pamięci zaintonowane przez
Jaromira i podchwycone przez Franka, Moje smutné srdce,
odśpiewane w całości po niemiecku. Nie zabrakło również
autorskich wykonań piosenek Franka (Mein Grund) i Tolka
(Sklep), aż w końcu, chwilę po północy, polskim Już czas
na sen Tolek Muracki zakończył ten miły marcowy wieczór.
Poniżej
lista koncertowa oficjalnej, „teatralnej”, części
koncertu:
01
Darmoděj (Jarek), 02 Já si to pamatuju (Jarek), 03 Ty
ptáš se mne (Jarek), 04 Ostravo (Jarek), 05 V jednym
dumku na Zarubku (Jarek), 06 Gwiazda (Hvězda) (Jarek) –
zaśpiewana po polsku, 07 Ona je na mě zlá (Jarek), 08
Zaślubieni (Svatebni) (Tolek), 09 Moja mała walka (Moja
mala válka) (Tolek), 10 Plebs Blues (Jarek), 11 Pane
Prezidente (Jarek), 12 Cukrářska bossanova (Jarek), 13
Metro pro krtky (Jarek), 14 Petěrburg (Jarek), 15
Až to se mnu sekne (Jarek), 16 Prošel jsem hlubokým
lesem (Jarek), 17 Ježíšek (Jarek), 18 Cosi fan tutte
(Jarek), 19 Tribut (Vlaštovko leť) (Frank), 20 Solange
man singt, ist doch noch nicht alles verlorn (Dokud se
zpívá) (Frank), 21 Sarajevo (Frank), 22 Košilka (Jarek),
23 Těšínská (Jarek), 24 Zítra ráno v pět (Jarek), 25
Fotbal (Jarek), 26 Kometa (Jarek), 27 Dokud se zpívá
(Jarek, Frank, Tolek), 28 Anděl strážný (Jarek)
Artur
Lewandowski |