|
Pieśni od
przyjaciela… Jarka Nohavicy
MIASTA.GAZETA.PL
- 17.3.2008
W niedzielny wieczór wzruszał i bawił poznańską
publiczność Jaromir Nohavica. Słuchacze w Zamku blisko
dwie godziny słuchali jego starych i nowych piosenek
Koncertowe życie w Poznaniu jest pełne niespodzianek.
Oto w niedzielny wieczór w Sali Wielkiej Zamku wystąpił
czeski bard Jaromir Nohavica. Okazało się, że sala
wypełniła się niemal do ostatniego miejsca. Nie jest to
może dziwne, o tyle, że gościliśmy rzeczywiście
znakomitego artystę. Tyle że, z drugiej strony, jest to
jednak twórca właściwie nieobecny w mediach. W dodatku
pochodzący z kraju, wobec którego mieszkańców mamy wciąż
mnóstwo nieuzasadnionego poczucia wyższości.
A jednak na sali pojawiły się tłumy słuchaczy. Sporą
część stanowili wierni sympatycy wokalisty, którzy
wspólnie z nim odśpiewywali niektóre utwory. Co
charakterystyczne, wśród publiczności byli ludzie w
bardzo różnym wieku - twórczość czeskiego barda jest
bowiem ponad pokoleniowymi podziałami. Na scenie
Nohavica pojawia się solo, bez jakiegokolwiek
towarzyszącego zespołu, akompaniując sobie jedynie na
gitarze akustycznej i akordeonie. Mimo to ani na moment
nie mamy poczucia niedosytu czy brzmieniowego ubóstwa.
Taka sceniczna kreacja dodaje jeszcze artyście
autentyzmu, naturalności.
On zaś przyznaje między piosenkami, bez przesadnej
kokieterii, że to duża frajda stać przed mikrofonem i
śpiewać swoje piosenki. A co decyduje o jego sukcesie?
Niewątpliwie Nohavica to mocna sceniczna osobowość z
autentyczną charyzmą. Jest przy tym bezpretensjonalny,
pełen lekkości, balansujący wciąż między żartem a liryką,
między ludycznością a refleksją. A podstawowym atutem
jest bogaty i świetny repertuar, napisany przez artystę
w ciągu długich lat bycia na scenie.
Brzmiały więc, jedna za drugą, znakomite pieśni: od
nostalgicznych, takich jak zaśpiewana po polsku "Gwiazda",
po utwory pełne humoru, w rodzaju (jak mówi sam autor) "głupawej
piosenki logopedycznej" o krecie, który budował metro.
Za jeden z przykładów stylu Nohavicy może służyć piękna
w swej prostocie piosenka "Pane Prezidente". To rodzaj
skargi starszego człowieka, w której melancholię
dopełnia ciepła ironia. Za przesłanie artysty można
uznać refren innego songu - "Dopóki się śpiewa, jeszcze
się nie umarło".
Artysta wykonał też a cappella arię z przetłumaczonej
przez siebie na czeski opery Mozarta "Cosi fan tutte".
Gdy kilka chwil wcześniej wykonywał utwór ze słowami
dopisanymi przez siebie do Beethovenowskiej melodii,
mówił: "Nieźle to brzmi: muzyka - Beethoven, słowa -
Nohavica".
I jeszcze jedno nasuwające się skojarzenie. Kilka
tygodni temu gościł w Poznaniu ze swym zespołem inny
Czech - Ivan Mladek, autor sławetnego "Jozina z bazin",
awizowany przez wszystkie serwisy informacyjne.
Nohavica, który prezentuje po wielekroć subtelniejszą
muzykę, nie wzbudził nawet części takiego medialnego
zainteresowania. Ale jego również powitała pełna sala, a
po każdym utworze rozlegały się wręcz huraganowe owacje
poznańskiej publiczności. Przyznam szczerze, że bardzo
mnie to ucieszyło.
Tomasz
Janas
Źródło:
Gazeta Wyborcza Poznań
|