|
Koncert(y)
naszych oczu
16.08.2010
- tu-czytam
Na koncert Jaromira Nohavicy,
odbywający się w ramach 12. Letniego Ogrodu Teatralnego
nie można było rezerwować biletów (ani kupować ich w
przedsprzedaży), więc kolejka zaczęła się ustawiać już
na trzy godziny przed otwarciem kasy i osiągnęła
rekordową długość. Wszystkim, którzy chcieli posłuchać
czeskiego barda, przypadło do gustu tradycyjne już
„Jarku, witaj doma”, wygłoszone przez Mirosława Neinerta,
dyrektora Teatru Korez. Dwugodzinny koncert mógł
zaspokoić najwybredniejsze gusta: nie zabrakło na nim
najbardziej znanych pieśni, pojawiło się też sporo
utworów mniej popularnych. Jaromir Nohavica ograniczył
trochę komentarze między piosenkami, chociaż nie
zabrakło także padających ze sceny żartów. Artysta
swobodnie rozmawiał z widzami, reagował dowcipnie na to,
co się działo i proponował publiczności kolejne pieśni
oraz wirtualki.
Koncert podzielił Nohavica na dwie części (nie wiem, na
ile pod wpływem kilku podchmielonych słuchaczy, którzy
wywrzaskiwali wybrane tytuły z godnym podziwu uporem –
szkoda, że niektórym imprezy plenerowe wciąż mylą się z
festynami). W pierwszej części Jarek sam dobierał
repertuar i decydował, co zagra za chwilę, w drugiej
natomiast oddał prawo wyboru widzom. Jak łatwo się
domyślić, takie rozwiązanie sprawiło, że tylko w
pierwszej godzinie koncertu można było usłyszeć nowe –
lub mniej znane – kawałki. Na początek rozbrzmiała pieśń,
której refren śpiewali wszyscy – „Dokud se spivá”.
Zaprezentował Nohavica „Cukrarską bossanovę”, „Košilkę”
czy powitaną owacjami „Cieszyńską”. Nie zabrakło
dynamicznej „Ostravy” i po polsku zaśpiewanej „pieśni z
rosyjskich śpiewników”, czyli „Petersburga”. W „Pochodzie
zdechlaków” Nohavica jedną ze zwrotek zaśpiewał
schrypniętym, schorowanym głosem, imitując bohatera
piosenki – w końcu odbiorcy kochają go również za
poczucie humoru i dystans. Salwy śmiechu wywołał kuplet
„Lunapark w Przywozie”, zaprezentowany w dwóch wersjach,
najpierw po czesku, a potem w polskim tłumaczeniu
autorstwa Leszka Bergera – jak podkreślał Nohavica,
„Lunapark” w wersji polskiej był światową premierą.
Ciekawostką jest, że ów satyryczny tekst stworzył ojciec
Jarka. Talenty komiczne Nohavicy znalazły ujście nie
tylko w utworach, ale i w międzypieśniowych
wyjaśnieniach czy dialogach z publicznością. Pieśniarz
zaprezentował również kilka wirtualek, czyli śpiewanych
felietonów (wśród nich gorąco przyjęty czesko-polski
erotyk, „Českopolską”.
Widzowie wybierali najchętniej pieśni, które doskonale
znają – i do których często powracają. W drugiej
godzinie koncertu Nohavica zaśpiewał między innymi „Bláznivą
Markétę”, „Zatímco se koupeš”, „Kometę”, „Sarajewo” czy
„Gwiazdę” po polsku (bo, jak wyjaśniał potem w Chorzowie,
według Czechów ta pieśń lepiej po polsku brzmi).
Pojawiły się i piosenki pisane z myślą o najmłodszych –
„Metro pro krtky” czy „Samuraj” (z absurdalnym refrenem
„tan, tan, tan, orangutan, tan, tan, tan, na
propan-butan”).
Chorzowski koncert Nohavicy na długo pozostanie w
pamięci fanów (sam Jarek także zapewnił ze sceny, że
będzie to wydarzenie pamiętał). Sala Magazynu Ciekłego
Powietrza pękała w szwach, a organizatorzy dwoili się i
troili, by znaleźć dla wszystkich miejsca. Tym razem
bard zdecydował się na nieco bardziej rozbudowane
łączniki między kolejnymi pieśniami. Żartował na temat
mentalności Polaków i Czechów, odwołując się do
przygotowywanych na 2012 rok autostrad, ale wprowadził
do konferansjerki również tony poważne, odnosząc się na
przykład do kwestii autotematycznych czy relacji między
nim a publicznością. „Bez was moje pieśni byłyby głuche”
– powiedział, rozpoczynając koncert – i nie było to
przypochlebianie się odbiorcom. Nohavica nie musi
przecież tanimi sztuczkami kupować chwilowego poklasku,
buduje za to niezwykle silną więź z fanami, którzy
zjechali się na koncert w ramach Chorzowskiego Teatru
Ogrodowego nie tylko z Polski, ale i z Czech. Często
brawa, zrywające się po kilku taktach rozpoznawanego
natychmiast utworu, podkreślały niezwykłą relację
artysty z słuchaczami. Jarek przyznał się, że stanął w
kolejce oczekujących na wejście do Magazynu Ciekłego
Powietrza, żeby sprawdzić, jakie to uczucie – czym po
raz kolejny zaskarbił sobie sympatię odbiorców.
O koncercie, który miał rozpocząć Chorzowski Teatr
Ogrodowy, a zainaugurował jego drugą połowę, Nohavica
powiedział „to jest koncert waszych oczu”. Dobierał
utwory w zależności od nastroju chwili, tworzył
uniwersalną opowieść na miejscu, bez wcześniejszego
przygotowania repertuaru. Dzięki malującym się w oczach
publiczności oczekiwaniom, rozbrzmiały w MCP m.in. „Vlăstovko
let’”, „Plebs blues”, „Pane prezidente” czy „Mikymauz”.
Pojawiła się jedna z bardziej rozbudowanych i
piękniejszych wirtualek, „Moskevská virtuálka” oraz
dowcipna „Českopolská”. Nohavica wykonał „Ostravę” i „Košilkę”,
po raz drugi też zaśpiewał polską wersję „Lunaparku” (ta
piosenka powinna wejść do stałego koncertowego
repertuaru, przyjmowana jest z ogromnym entuzjazmem).
Utwór „Pro mou malou Lenku” przypomniał „Rok diabła”.
Niespodzianką dla wszystkich była zaśpiewana a capella
aria… Nohavica po raz kolejny udowodnił, że potrafi
odbiorców zaskakiwać.
Owacje na stojąco trwały bardzo długo: na bis Nohavica
zagrał to, co publiczność w Chorzowie mogła z nim
wykonać – pojawił się więc skoczny „Hlidač krav” i
„Pijte vodu” – nikt już nie usiadł na swoim miejscu,
wszyscy słuchali ostatnich utworów na stojąco, klaszcząc
i śpiewając refreny razem z artystą.
Chorzowski koncert, idealnie wyważony pod względem
proporcji, sycący i kameralny (mimo kilkusetosobowej
publiczności) był dowodem na to, że polscy odbiorcy
kochają Jarka – z wzajemnością. Czeski bard,
przemycający w prostych, folkowych utworach ważne dla
każdego człowieka treści, serca słuchaczy podbił już
dawno. Jest zwyczajny i skromny, to przyjaciel tych,
którzy przyjmują jego pieśni. Atmosferę koncertu
budowało także na Chorzowskim Teatrze Ogrodowym
porozumienie z fanami, interakcja, w której wyrażała się
wspólnota doświadczeń, obustronne zaufanie i radość ze
spotkania. Jaromir Nohavica świetnie zrytmizował
koncert, przeplatając żywe i skoczne piosenki utworami
lirycznymi i wzruszającymi, a znane pieśni – nowszymi i
jeszcze niezakorzenionymi w świadomości słuchaczy.
Jeden człowiek, gitara i heligonka: to zestawienie
gwarantujące ogromny ładunek emocji. W tekstach Nohavicy
liczą się celne spostrzeżenia i komentarze, które
dotyczą całkiem normalnego życia, codziennych spraw i
wielkich tematów – miłości, wiary czy śmierci. Liczą się
zaskakujące i odkrywcze puenty, nowe punkty widzenia,
oryginalny kąt patrzenia na świat. W muzyce –
wielbicieli folku zachwyci folk – innych chociażby
misternie tworzony akompaniament: tabulatury do
gitarowych aranżacji Nohavicy są przecież przez fanów
rozchwytywane i ciągle poszukiwane. Jarek udowadnia, że
idąc pod prąd popkulturowych trendów, można podbić serca
publiczności.
Trudno będzie pogodzić się z roczną przerwą Nohavicy w
koncertowaniu…
13.08.2010. 12. Letni Ogród Teatralny
14.08.2010. Chorzowski Teatr Ogrodowy (IV edycja)
Izabela Mikrut
Źródło:
tu-czytam
|