|
Jestem taki dziwny facet.
Czech po prostu
GAZETA
KRAKOWSKA - 13.10.2010
Z czeskim pieśniarzem, Jaromirem Nohavicą, który w środę
o godz. 20 wystąpi w klubie Rotunda, rozmawiaJoanna
Weryńska
Niektórzy mają
teorię, że Nohavica to taki Polak, tylko mieszkający po
drugiej stronie Olzy. Bo jak inaczej wyjaśnić fakt, że
Polacy, nawet nie rozumiejąc niektórych słów w Pana
utworach, znają je na pamięć?
Bo mam to czeskie
szczęście, że choć zwykle śpiewam pieśni poważne, to z
równą przyjemnością i powagą potrafię wykonać głupawą,
zabawną piosenkę. Może więc połączenie różnych nastrojów
najbardziej przyciąga polskich słuchaczy. Poza tym w
Polsce jestem postrzegany jako taki egzotyczny kuglarz,
który przyjeżdża z Południa. Niby fajny facet, ale taki
trochę dziwny. Taki Czech po prostu. Cieszy mnie, że
Polacy chcą słuchać tych moichKonto osobiste pieśni.
Na dodatek każdy
ma jakąś swoją ulubioną. Które z nich zaśpiewa Pan
dzisiaj w Rotundzie?
Wystąpię razem z Robertem
Kuśmierskim. To jest mój dobry kolega z Warszawy, który
świetnie gra na akordeonie. Lubię go słuchać, dlatego
wybiorę jak najwięcej pieśni, do których mi akompaniuje.
No i przede wszystkim wybiorę takie, które obydwaj
najbardziej lubimy.
A będzie wśród
nich moja ulubiona piosenka "Kiedy odwalę kitę"?
Nie mogę zdradzać
wszystkich tajemnic koncertu, ale jak tak tu z panią
siedzę w tym Krakowie, to myślę sobie, że jednak tę
pieśń zagram. Jak pani chce ją usłyszeć, to ja po prostu
muszę.
Pewnie, że chcę.
Jak ona powstała?
Kiedyś mój przyjaciel
pokazał mi taki stary czeski wierszyk. Nosiłem go sobie
w głowie przez parę miesięcy i w końcu na jego podstawie
napisałem całą pieśń. Akurat wtedy mój ojciec zdecydował,
że już nadszedł czas i podarował mi swoją heligonkę.
Instrument ten przechodził w naszej rodzinie z ojca na
syna. I tak słowa, melodia i sam temat pieśni ułożyły mi
się w jedną całość. Chociaż od jej powstania minęło już
wiele lat to nadal lubię ją grać.
Dlaczego?
Bo czuję się wtedy,
jakbym spotkał po latach tę samą kobietę, tylko w nowej
sukience.
A będzie Pan dziś
śpiewał po polsku czy po czesku?
I tak, i tak.
Kiedy właściwie
nauczył się Pan polskiego?
Kiedy przeprowadziłem się
do czeskiego Cieszyna, gdzie mieszkała moja przyszła
żona, nie mogłem przejść przez granicę do Polski, bo
komunizm na to nie pozwalał. Na przekór temu zacząłem
więc czytać polskie książki. Miałem zadanie ułatwione,
bo pracowałem w bibliotece. A kiedy już skończył się
komunizm i mogłem wreszcie jeździć do Polski, to ciągle
w tym języku gadałem i gadałem... aż się dogadałem.
Jeśli ktoś czegoś naprawdę chce to potrafi.
Pan to nawet
potrafi zagrać w filmie i to samego siebie. Wystarczy
obejrzeć "Rok diabła".
E tam, szczęście miałem,
bo spotkałam Piotra Zelenkę, który jest nie tylko
reżyserem, ale i demiurgiem. Ja nie musiałem nic robić,
tylko być. On zrobił całą resztę.
Jaromir Nohavica będzie dziś śpiewał po polsku i czesku
(© Andrzej Banaś)
Joanna Weryńska
Źródło:
Gazeta Krakowska |