JAROMÍR NOHAVICA

o nim |nowości |koncerty |dyskografia |inna twórczość |kontakt

DEZERTER (1982)



     Pieśń pt. "Dezerter" została zainspirowana wierszem Jiři'ego Šotoly o tym samym tytule, który odkryłem w szkole średniej w zbiorze jego wierszy zatytułowanym "Za życie". Jest to jedna z moich pierwszych prób napisania muzyki do cudzej poezji. Najwcześniejszym tego typu przedsięwzięciem był jednak "Raport" Šrámka - wiersz, którego popularność i prestiż miały wpływ nie tylko na czeskie gwiazdy, ale także na wszelkiego rodzaju artystyczne konkursy. Wyraźnie potwierdził to niedawno mój kolega i współpracownik, dźwiękowiec Kuba Lis, który za recytację „Raportu” na takich konkursach zdobył w młodości wiele nagród. Do dzisiaj z wielkim uczuciem recytuje nam za kierownicą, podczas długich podróży po Czechach: "Na lewym skrzydle ostatni będę stać..." Próbę napisania melodii do tekstu tego wiersza podjąłem już w pierwszej klasie ogólniaka i po latach słyszę, że nie była ona zupełnie bezowocna.

 Zaraz na początku muszę jednak wyjaśnić, że nie podoba mi się określenie „umuzyczniona poezja”. Ma to związek z moim nastawieniem do tekstów piosenek, które uważam za ich integralną część. Słowa, melodia, głos, ewentualnie akompaniujący instrument muzyczny - to są cegiełki, które budują piosenkę. Żadnego z nich nie można usunąć z konstrukcji, bo inaczej cała budowla by się zawaliła. Przecież żaden z nich pojedynczo nie jest w stanie odegrać takiej roli, jak wtedy, kiedy stanowi jeden z elementów, współgrających ze sobą w pieśni. Jeśli ktoś twierdzi, że dobry tekst piosenki może się równie dobrze sprawdzać jako drukowana poezja sama w sobie to znaczy, że nie rozumie pieśni i jej żywego, autentycznego dryfowania w czasie, melodii i interpretacji konkretnego pieśniarza. Interesujący jest również fakt, że w szczególnych przypadkach tekst pieśni spisany na papierze może stać się wierszem, ale rzadko kiedy napisany wiersz staje się spójną i żywą pieśnią. Oczywiście pomijając wyjątki.

Pomimo to bardzo wielu przedstawicieli branży muzycznej próbuje tworzyć muzykę do poezji drukowanej. W przypadku folku jest to szczególnie popularne, ponieważ w tym gatunku wyjątkowy nacisk kładzie się na słowo śpiewane. Felieton młodego dziennikarza, który przyszedł do redakcji porubskiej „Folkowej karuzeli” w 1982 roku, aby po upływie 25 lat napisać niniejsze zdania, jest tego najlepszym przykładem. Tytułem wyjaśnienia dodam, że mówię o „umuzycznianiu”, więc pomijam rutynowe i częste komponowanie muzyki do napisanego wcześniej tekstu. Bo w tym przypadku tekściarze, czy to Suchy dla Šlitra, czy na przykład da Ponte dla Mozarta nie pisali poezji, tylko po prostu słowa przyszłej pieśni czy też opery. Rzeczywiście wielu moich kolegów tworzy pieśni w ten sposób, że najpierw piszą tekst na papierze, a potem na jego podstawie komponują melodię. Ja tego nie robię, poza nielicznymi wyjątkami.

Do tych wyjątków należą moje melodie napisane kiedyś do wierszy wspomnianego już Šrámka, dzisiaj omawianego Jiřího Šotoly, jak również późniejsze eksperymenty z twórczością F.Gellnera, P.Bezruča, czy też A. Bloka. Zawsze wybierałem do tego celu wiersze, po których przeczytaniu miałem poczucie, że one już swoje melodie kiedyś miały i wciąż mają, tylko trzeba je odnaleźć i wydobyć z zapomnienia. Zarówno w przypadku Gellnera, jak i Šrámka jest nawet całkiem możliwe, ba, więcej niż prawdopodobne, że większość ich najbardziej znanych wierszy (od „Ożeń się, bracie”, „Nareszcie to jest możliwe”, aż po „Piszą do mnie pismo”) została wyniesiona prosto z gospody. Jeśli mi się kiedyś uda wykazać, że większości oryginalnych śląskich pieśni nie napisał Vladimir Vašek – którego nauczyciel w podstawówce nazywał żartobliwie An-ton, od niemieckiego EIN TON, czyli jeden ton, bo mały, niemuzykalny Vladimír Vašek śpiewał na jednym tonie wszystkie ludowe pieśni – potwierdzi się wówczas moja teoria o wierszach, które będąc pierwotnie pieśniami straciły z biegiem czasu swą oryginalną melodię. Potrafię sobie bardzo wyraźnie wyobrazić wędrownego aktora, a jednocześnie świetnego muzyka Ondřeja Boleslava Petra, śpiewającego swojego „Kantora Halfara” na koncertach w Ostrawie.

A teraz powróćmy do „Dezertera”.

Przygotowałem dla Was małą niespodziankę i żeby nie marnować słów, posłużę się techniką. Posłuchajcie sobie na własne uszy i przekonajcie się jak wielką przygodą jest tworzenie melodii do wiersza, jak bardzo to zajęcie jest zabawne, wieloaspektowe, proste, a jednocześnie skomplikowane. A co więcej…jak wielką pociąga za sobą odpowiedzialność. Ponieważ każde określone podejście prowadzi do innego finalnego efektu, daje inny rezultat. A jeśli naszym celem jest odnalezienie tej wcześniej już wspomnianej utraconej melodii w poezji, musimy kopać muzyczną glebę ostrymi wprawdzie, ale przyjaznymi dla środowiska motykami. Dlatego musimy szybko porzucić wielkie, patetyczne tony na rzecz powszedniej rzeczywistości plików mp3…

Pochylam się więc nad kilkoma wstępnymi linijkami wiersza i z gitarą w ręce próbuję oddać jego atmosferę.

Jest to wiersz tragiczny, z budzącym grozę, bardzo wymownym zakończeniem, tak że w naturalny sposób wyraża on tragiczne emocje, graniczące prawie z histerią. Podczas uważniejszego czytania wyczuwam jednak, że w całym wierszu dominuje nastrój jesiennej szarugi („deszcz padał na kasztany”), co nadaje mu raczej spokojniejszy, bardziej posępny ton.

A gdyby tak spróbować słodkim i poetyckim śpiewem stworzyć absurdalny kontrast do tragicznej samotności żołnierza na warcie i w wybuchowym kontrapunkcie słów i melodii zacząć rozdrapywać śmiertelne rany? Albo pójść jeszcze dalej i zaśpiewać całą historię w rytmie na trzy, jako walczyk? Nie, nie! Bardziej stosowny będzie chyba zdystansowany, gawędziarski, recytacyjny ton. Wiersz ze swoimi pięcioma zwrotkami nie powinien słuchaczy usypiać, więc raczej mimo wszystko spróbuję oprzeć melodię na żywszych dźwiękach rodem z muzyki country. A jeśli już zahaczyłem o Amerykę, jak by się sprawdziło w tym przypadku coś w stylu Dylana? A gdyby tak zastosować wschodnią kombinację Ami z E7, moi drodzy bracia? Pomoże to w nadaniu pieśni odpowiedniego kształtu? Niestety nie pomogło, więc mogę wyjawić, że fundamentem, na którym się opierałem podczas opracowywania tego wiersza stał się dla mnie rytm, który mi się objawił po kilkakrotnym, uważnym odczytaniu utworu pana Šotoly na głos. „Ta dada tadada ta dadadada dada…Stał żołnierz na deszczu, zbliżał się poranek…” Właśnie tak brzmiał ten ukryty rytm. Poza tym przez cały czas słyszałem gdzieś w dole między słowami jeden, wybijający się ton. Pustą, opuszczoną strunę A. Od niej już było niedaleko do stworzenia gitarowego akompaniamentu, a potem całej melodii.

Dopiero z biegiem czasu się przekonujemy, czy nam się to czy owo przedsięwzięcie naprawdę powiodło. Omawianą pieśń gram już od 25 lat i robię to z wielką radością. Jeśli można tak powiedzieć o tej pięknej, wzruszającej, jesiennie gorzkiej opowieści, za którą po latach chcę przynajmniej w ten sposób podziękować panu Šotolovi.
 


Okładka zbioru wierszy JiĹĂ­ho Ĺ otoly.
© J.Nohavica

Jiří Šotola - autor wiersza Dezerter.
© J.Nohavica

Z Honzą Horakiem na ostrawskiej politechnice za kulisami koncertu (12.11.1983)
Foto © Tomáš Linhart, 1983
 
Dezertér
samostatný koncert Jaromíra Nohavici v ostravské hale Tatran
1990, 2:48 min, wmv - 5,35 MB,
Zdroj: dobové vysílání ČT Ostrava, přepis VHS
© Jaromír Nohavica
  Dezertér
záznam ze společného koncertu s Radkem Pobořilem
14.7.2005, Klub Parník Ostrava,  2:58 min, wmv - 11,25 MB

Kamera:
© T.Linhart, 2005, © Jaromír Nohavica
 

Dezertér
4.12.1982, Ostrava, koleje VŠB Ostrava, víkendová folková přehlídka Studentský podzim, 
3:14 min, mp3 - 3,03 MB
           
Dezertér
14.7.2005, Ostrava, klub Parník, společný koncert s Radkem Pobořilem,
3:02 min, mp3 - 2,84 MB
 



Stál voják na dešti
a bylo to už k ránu
Stál voják na dešti
a hlídal zbrojní sklad
Stál voják stál tam sám
pršelo do kaštanů
malounko svítalo
Šli ho už vystřídat

Vzal voják samopal
dal do úst hlaveň tmavou -
a byl ten polibek
hořký a ledový
Co mu tam na dešti
v té chvíli táhlo hlavou
od toho vojáka
nikdo se nedoví

Leží a nedýchá
liják mu ránu myje
Krev bloudí ... země má
co s ní ? Nu jen ji ber !
Je zbytečná ta krev
I voják zbytečný je
Navždycky zbytečný
Navždycky dezertér

A my tu sedíme
a soudit by se chtělo:
Tohle se nedělá
tak neumírá muž
Jenže to promoklé
to natažené tělo
nevzbudí žádný soud
A žádná moudrost už

Kdopak mu pomohl
kdopak mu ruku podal
když v noci na pryčně
seděl a nemoh spát ?
Tak někdy cizí jsme
Lhostejní jak ta voda
A pak se na dešti
zastřelí zastřelí
kamarád


piosenkowy blog

archiwum pod lupa

teksty własne-CZ

tłumaczenia tekstów

polskie

angielskie

niemieckie

włoskie

wegierskie