JAROMÍR NOHAVICA

o nim |nowości |koncerty |dyskografia |inna twórczość |kontakt

UCZEŃ  (1966 - 1968)
 

Lata mojej szkolnej muzycznej działalności nikną już pomału w półmroku przeszłości, niewyraźnie objawiając się w mojej pamięci w postaci jednej zachowanej fotografii, na której jako uczeń gram na skrzypcach. Chodziłem wtedy do LŠU (Ludowa Szkoła Artystyczna), bo tak sobie życzył mój tata, ale musztrę i dyscyplinę codziennych ćwiczeń u pana Liškutína wytrzymałem tylko przez 2 lata. Wystarczyło mi to, żebym załapał trochę wiadomości z teorii muzyki, które przydały mi się później, kiedy sam zacząłem się uczyć grać na gitarze.Ta gitara już dawno się rozpadła na wybojach mojego życia, ale ten popularny "Podręcznik gry na gitarze dla początkujących" autorstwa pana Jirmala, który mi mama do niej dołączyła, mam w domu do dzisiaj. Uczyłem się grać najpierw z niego, a potem z etiud Carulli'ego. (Ferdinando Carulli (ur. 9 lutego 1770 w Neapolu, zm. 17 lutego 1841 w Paryżu) - włoski gitarzysta i kompozytor.)

Być może moja niecierpliwość, lenistwo lub niechęć do uczenia się na pamięć cudzych utworów sprawiły, że bardzo szybko po opanowaniu kilku podstawowych akordów zacząłem komponować dla siebie samego swoje własne, jeszcze dalekie od doskonałości piosenki. Moja arogancja pod tym względem była przeogromna. Jednym z pierwszych akordów, które własnymi palcami ułożyłem na gryfie był Ami. Każdy, kto umie grać na gitarze wie jak proste i banalne jest przejście od Ami do C dur.Wystarczy przesunąć czwarty palec lewej ręki na sąsiednią strunę A. No i jak tylko to opanowałem już miałem piosenkę. Pomijając jej muzyczną jakość zadziwia mnie po tych wszystkich latach głównie temat przewodni, który dla niej wybrałem. Śpiewam w niej o tym, że przeklinam nudę.

W ogóle kiedy przeglądam tytuły swoich piosenek z okresu, o którym mówię intelektualna groza jeży mi włosy na głowie. „Przeklinam nudę”, „Hej, pani bestio”, „Alkohol to zaraza”. Sam to dobrze wiem. „Piesek hit”, „Stój, wstęp wzbroniony!”. Ale powoli zaczynają się także pojawiać tematy, które mi towarzyszą przez całe moje pieśniarskie życie. Potop. Wszystko się kiedyś skończy, kiedyś wszystko umrze. Na zapisie nutowym widnieje rok 1968. Gdyby go tam nie było i gdybym nie wiedział, co mi czasami przychodzi do głowy, nie uwierzyłbym czym się może zajmować dojrzewający piętnastolatek.

Ale oczywiście zaczęły się pojawiać również weselsze tematy. Na przykład Psi przebój albo Bóg fakirów, obydwie piosenki w D dur, który do końca życia będzie mi się kojarzył z Czerwoną Rzeką i panią Vondráčkovą.

Jakie by to jednak były młodzieńcze, cudowne lata z gitarą, gdyby się w nich obyło bez zespołu? Słowo zespół brzmi zbyt szumnie na określenie naszego ówczesnego poziomu, a sama jego nazwa była chyba jeszcze bardziej patetyczna, bo brzmiała Nautilus Beat (zdjęcia 1, 2, 3), ale w każdym razie było nas czterech: Tomáš Rojčík, Jirka Cvrček, Zbyněk Mazur i ja, mieliśmy trzy gitary, a później nawet coś w rodzaju prawdziwej perkusji i śpiewaliśmy. Zadebiutowaliśmy na potańcówce w porubskim Domu Pioniera w zimie 68' moją piosenką pt. Zażycz sobie, co chcesz. Wymyśliłem nawet do niej własne solo gitarowe i jestem dumny z faktu, że do dzisiaj jeszcze je pamiętam. Wszystkim gitarowym samoukom chętnie się jeszcze pochwalę samodzielnie zastosowanym F durem, tym przeklinanym barowym akordem, który od zawsze stanowi rodzaj próby ogniowej dla młodego gitarzysty.

(O tym, że nie byliśmy byle jakim, pierwszym lepszym popowym zespołem może świadczyć piosenka o Ostravicy, którą wymyślił Tomáš, a ja napisałem do niej melodię. A że mieliśmy naprawdę dalekosiężne plany możecie się dowiedzieć ze ściągawki, z której uczyliśmy się potajemnie pod ławką. Nie wolno zapomnieć, że były to czasy, kiedy się zdawało na maturze język rosyjski.)

Piosenką znaczącą moje przejście z okresu wczesnoszkolnego do licealnego jest utwór "Ile możesz mieć lat?". Pamiętam też dziewczynę, dla której tą piosenkę napisałem i zimne schody przy bocznym wejściu, na których siedziałem, kiedy ją po raz pierwszy i ostatni śpiewałem. Nagranie oczywiście się nie zachowało, po prostu dlatego, że żadnego nagrania nie było. Magnetofon znalazł się pierwszy raz w moich rękach dopiero za kilka lat na studiach. Dlatego, tak jak w przypadku wszystkich innych próbek moich nastarszych pieśni wziąłem dziś do ręki gitarę i prześpiewałem je dla was wszystkie częściowo z pamięci, a częściowo ze starego śpiewnika. W oryginalnych tonacjach, które świadczą o tym, że przed 40 laty musiałem mieć zupełnie inaczej nastrojony głos. I zdecydowanie nie był on niski.
 


Skrzypek
© Jaromír Nohavica

Zespół  Nauitilus
© Jaromír Nohavica
   


piosenkowy blog

archiwum pod lupa

teksty własne-CZ

tłumaczenia tekstów

polskie

angielskie

niemieckie

włoskie

wegierskie