
Kometa
Renata Putzlacher
Ujrzałem kometę
po niebie płynęła
chciałem jej zaśpiewać
lecz zaraz zniknęła
zniknęła jak łania
w leśnym zagajniku
w oczach mi została
garść złotych grosików
Pieniążki ukryłem
pod dębu gałęzie
gdy znowu przyleci
nas już tu nie będzie
nikogo nie będzie
próżno się spodziewać
widziałem kometę
chciałem jej zaśpiewać
O wodzie o trawie o
lesie
o śmierci z którą nie można pogodzić się
o zdradzie miłości o świecie
no i o ludziach żyjących na naszej planecie
Na dworcu
gwieździstym
wagony bezpańskie
pan Kepler rozpisał
prawidła niebiańskie
szukał i ustalił
dzięki swej lunecie
prawa które ciążą
śmiertelnym na świecie
Wielkie i odwieczne
tajniki przyrody
że tylko z człowieka
człowiek się urodził
że korzeń z gałęźmi
dąb wielki buduje
a krew naszych myśli
kosmosem wędruje
Widziałem kometę
jak relief świetlisty
rzeźbiony rękami
dawnego artysty
chciałem się wspiąć w górę
dotknąć jej zmysłami
zostałem sam nagi
z pustymi rękami
Jak posąg Dawida
z marmuru białego
sięgałem choć wzrokiem
do nieba samego
gdy znowu nadleci
ach pycho chełpliwa
nas już tu nie będzie
ktoś inny jej zaśpiewa
O wodzie o trawie o
lesie
o śmierci z którą tak trudno pogodzić się
o zdradzie miłości o świecie
będzie to piosenka o nas i komecie
Kometa
Andrzej Ozga
Ujrzałem Kometę ze złotym warkoczem
Zaśpiewać jej chciałem, lecz znikła mi z oczu
Raz
jeszcze błysnęła tam w drzewach, a potem
zostały mi w oczach monety dwie złote
Monety
ukryłem pod dębem w szczelinie
Nim
znowu nadleci, nasz czas dawno minie
Nas
już tu nie będzie gdy ona powróci
A
chciałem komecie piosenkę zanucić
O
lesie, o trawie, o wodzie
O
śmierci, z którą nam, mierzyć się
przychodzi
O
zdradzie, miłości, o świecie
O
wszystkich ludziach, co tu, na tej żyli planecie.
Ruszają pociągi w niebieskie rozjazdy
Pan
Kepler ustalił im tam rozkład jazdy
Odnalazł wpatrzony w gwieździste przestrzenie
blask
tej tajemnicy, co jest nam jak brzemię
Cień
wiecznie tajemnej reguły w przyrodzie
Że
tylko z człowieka się człowiek narodzi
Że
drzewem z gałęzią wciąż łączy się korzeń
Krew
naszych nadziei szybuje przestworzem
Ujrzałem kometę na niebie szerokim,
jak
relief artysty z minionej epoki
Sięgnąłem, by chwycić, zatrzymać przy sobie
I
naraz pojąłem, jak mały jest człowiek
Jak
posąg Dawida wykuty w marmurze
wciąż
stałem, czekałem Komety tam w górze
Ech,
pycho żałosna! Gdy znów błyśnie w drzewach
nas
już tu nie będzie. Kto inny zaśpiewa...
O
lesie, o trawie, o wodzie
O
śmierci, z którą nam mierzyć się
przychodzi
O
zdradzie, miłości, o świecie..
Piosenka będzie to o nas i Komecie.
KOMETA
Leszek Berger
Widziałem kometę,
po
niebie frunęła.
Chciałem jej zaśpiewać,
ona mi
zniknęła.
Zniknęła jak łania
pod
lasem w oparach.
Mnie w
oczach została
złotych monet para.
Monety
ukryłem
pod
ziemią przy dębie.
Gdy
znowu przyleci,
nas
już tu nie będzie.
Nas
już tu nie będzie,
ach
pycho chełpliwa.
Ujrzałem kometę,
chciałem jej zaśpiewać.
O
wodzie, o lesie,
o
trawie,
o
naszej ze śmiercią
rozprawie,
miłości i zdradzie,
i
świecie,
i
ludziach, co żyli
na tej
tu planecie.
Na
niebie gwiazd dworzec
-
wagonów stukoty.
Pan
Kepler opisał
ich
ruch i obroty.
Okiem
swej lunety
w
kosmicznej przestrzeni
odnalazł sekrety,
co w
lędźwiach niesiemy.
Odwieczne i wielkie
tajniki przyrody,
że
tylko z człowieka
człowiek się narodzi.
Krew
naszych nadziei
szybuje przestworzem,
że w
pniu się odnajdą
i
gałąź, i korzeń…
Ujrzałem kometę,
jak
relief rzeźbioną
przez
mistrza, co dawno
żywota
dokonał.
By
dotknąć jej dłonią,
sięgałem w dal czarną,
dostrzegłem jedynie
swą
małość i marność.
Jak
posąg Dawida,
wykuty
w marmurze,
stałem
i szukałem,
szukałem jej w górze.
Gdy
znowu przyleci,
ach
pycho chełpliwa,
nas
już tu nie będzie
lecz
inny jej zaśpiewa.
O
wodzie, o lesie,
o
trawie,
o
naszej ze śmiercią
rozprawie,
miłości i zdradzie,
i
świecie.
To
będzie piosenka
o nas
i komecie.
KOMETA
Jerzy Handzlik
Spatrzyłem kometę, obłokiem płynęła,
Chciałem jej zaśpiewać, ale mi zniknęła
Zniknęła, jak łania ginie pośród gąszczu
W oczach wciąż mi błyszczy garść żółtych pieniążków
Pieniądze ukryłem pod dąb, jak żołędzie,
Gdy znowu przyleci nas ju tu nie będzie.
Nas już tu nie będzie, los zwykły człowieka
Spatrzyłem kometę chciałem jej zaśpiewać.
O wodzie o lesie, krasie traw
O śmierci pisanej jednako wszystkim nam
miłości i zdradzie, gorzkich łzach.
O ludziach, co kiedyś przeszli już przez ten świat.
Na nieba kolei wagonów przeprawa
Pan Keppler rozpisał planetom ich prawa
Szukał, w końcu znalazł w samych planet jądrach
Sekret, co do dzisiaj niesie mnie na biodrach.
Wielka i odwieczna zagadka przyrody
Ze tylko z człowieka człowiek się narodzi
że korzeń z wiatrami kształt drzewa buduje
Krew naszych nadziei wszechświatem wędruje.
Spatrzyłem kometę - urodą wabiła
Jak sztuka sprzed wieków, co mistrza przeżyła
Sięgałem do nieba, to nie żadna blaga,
Marność mnie obdarła całego do naga.
Stałem, jak słup soli, jak rzeźba Dawida,
Patrzyłem do nieba, choć jej już nie widać
Jak znowu przyleci, ponad tamte drzewa
Mnie już tu nie będzie, ale inny jej zaśpiewa.
O wodzie o lesie, krasie traw
O śmierci pisanej jednako wszystkim nam
Miłości i zdradzie, gorzkich łzach.
KOMETA
Jarosław Gugała
Ujrzałem kometę, po niebie leciała
chciałem jej zaśpiewać, ale się schowała
jak łania uciekła w leśne oczerety
a w oczach zostały mi złote monety
I skryłem monety do ziemi pod dębem
gdy znowu przyleci – nas tu już nie będzie
nas tu już nie będzie – los marny człowieka!
Ujrzałem kometę - chciałem jej zaśpiewać…
O wodzie o trawie o lesie
o śmierci, z którą zmierzyć przyjdzie się
miłości i zdradzie i świecie
i wszystkich ludziach co żyli tu na tej planecie…
Na dworcu niebieskim wciąż dzwonią wagony
Kopernik i Kepler badali ich tory
aż w końcu spisali odwieczne zasady
te które do dzisiaj na plecach dźwigamy,
To jedna z największych tajemnic przyrody,
że tylko z człowieka się człowiek narodzi,
że tylko z korzeni drzew rosną gałęzie,
krew naszej nadziei wędruje po świecie.
Nanana…
Ujrzałem kometę - a była jak rzeźba
wielkiego artysty, którego już nie ma
gdy chciałem jej dotknąć i wspiąć się do nieba
do naga obnażył mnie bezsens pragnienia
Jak posąg Dawida z białego marmuru
patrzyłem na niebo, szukałem tam cudu,
że może tu wróci - ot próżność człowieka!
Lecz nas tu już nie będzie – ktoś inny jej zaśpiewa…
O wodzie o trawie o lesie
O śmierci, z którą zmierzyć przyjdzie się
Miłości i zdradzie i świecie
Będzie to piosneczka o nas… i komecie…
Kometa
Jerzy Marek
Dostrzegłem kometę po niebie leciała
chciałem jej zaśpiewać lecz w pył się rozwiała
zniknęła jak łania w zaroślach pod laskiem
oczy mi przeszyła monet złotych blaskiem
monety schowałem do ziemi pod dębem
gdy znowu przyleci nas już tu nie będzie
nas już tu nie będzie i próżno się łudzić
dostrzegłem kometę chciałem jej zanucić
O trawie o lesie o wodzie
o śmierci z którą tak trudno jest żyć w zgodzie
o zdradzie miłości o świecie
o losie pokoleń żyjących na naszej planecie
Już gwiezdne perony pełne dźwięcznych głosów
pan Kepler rozpoznał reguły kosmosu
znalazł przez lunetę w gwiazdach tajemnicę
co nieść ją musimy na barkach przez życie
tę jedną z odwiecznych tajemnic przyrody
że tylko z człowieka człowiek się narodzi
że drzewo to związek liści i korzeni
wszechświatem wędruje krew naszych nadziei
Dostrzegłem kometę piękno w sobie kryje
jak dzieło artysty który już nie żyje
sięgałem do nieba marna moja siła
prawda mnie brutalnie na ziemię strąciła
jak posąg Dawida wykuty w marmurze
zamarłem ze wzrokiem wzniesionym ku górze
gdy znowu przyleci ach próżno się smucić
nas już tu nie będzie inny jej zanuci
O trawie o lesie o wodzie
o śmierci z którą tak trudno jest żyć w zgodzie
o zdradzie miłości o świecie
będzie to piosenka o nas i o komecie
KOMETA
Jacek Lewiński
Ujrzałem kometę po niebie przemknęła
Chciałem jej zaśpiewać a ona zniknęła
Jak łania w gęstwinie w chmurach się schowała
Tylko garść miedziaków w oczach mi została
Pieniądze ukryłem pod ziemią przy dębie
Kiedy znów przyleci nas już tu nie będzie
Minie nasze życie marne i niestałe
Widziałem kometę zaśpiewać jej chciałem
O wodzie o trawie o lesie
O śmierci którą nie w porę zawsze los przyniesie
O zdradzie miłości o świecie
O ludziach którzy żyli na naszej planecie
Wciąż z dworca gwiezdnego ruszają wagony
Na szlak przez Keplera w niebie wyznaczony
On szukał aż znalazł w gwiezdnych zakamarkach
Prawdę którą teraz dźwigamy na barkach
Największa z odwiecznych tajemnic przyrody
Że tylko z człowieka człowiek się narodzi
Że korzeń wraz z liśćmi w drzewo się jednoczy
Krew naszych nadziei wszechświatem się toczy
Ujrzałem kometę jak relief srebrzysty
Wykuty rękami dawnego artysty
Wspiąłbym się do nieba żeby ją zatrzymać
Ale marność mocno na ziemi mnie trzyma
Jak posąg Dawida z marmuru białego
Stałem i bezradnie gapiłem się w niebo
Dumając że kiedy znów tutaj przybędzie
Ktoś inny zaśpiewa bo nas już nie będzie
O wodzie o trawie o lesie
O śmierci którą nie w porę zawsze los przyniesie
O zdradzie miłości o świecie
Będzie to piosenka o nas i komecie
|