
Never
more
Renata Putzlacher
Siedziałem przy stole
czytając wiersz
a radio grało
nagle coś stuknęło o parapet
złudzenie to czy może coś się stało
Nie chcę przeszkadzać panie poeto
szepnął cichy głos
Czy można wpaść na parę sekund?
pytał tajemniczy gość
W przedsionku podał
mi parasol płaszcz
butelkę wina
gdzieś już widziałem tę przedziwną twarz
była to twarz o której się nie zapomina
wtem przeciąg zdmuchnął świecę
na dworze zimny wicher wiał
jak ciemna plama na parkiecie
za nim kruk ponury stał
Usiadł w fotelu a z
nim czarny ptak
także się wprosił
serce mi biło miałem niepewny wzrok
bo z butów mu sterczało końskie włosie
Przyszliśmy wreszcie jak pan chciał
nad świecą kajał się dym
gdy mi do ręki wizytówkę dał
firmy Diabeł i syn
Przez tyle nocy i
przez tyle dni
go przyzywałem
w cierpieniu i gdy byłem u kresu sił
a teraz oko w oko przed nim stałem
on widział że się trzęsę
że bliski koniec mój
spokojnie wyjął pióro gęsie
oraz pergaminu zwój
Oddam ci wszystko za
kroplę krwi
możesz być pierwszy
możesz wiedzieć o czym każdy człowiek śni
a słowa same złożą ci się w wersy
Co pragniesz w zamian - zmieniłem ton
przecież zgubiłem swój tor
a na to zakrakał gawron:
Never more
Na dłoni suchą kroplę
krwi mam
czas płynie dalej
w dni słotne bardzo boli blizna ta
a u nas patrzcie padać nie przestaje
pół życia za mną dusza płacze
gdzieś zagubiłem swój tor
a kruk wciąż na ramieniu kracze
swoje Never more
Never
more
Antoni Muracki
Siedziałem przy
stole, czytałem wiersz,
radio grało,
wtem stuk puk o parapet ciche jak szmer,
tak ciche, że mi może tylko się zdawało.
Ochrypły męski głos
coś szepnął
tonąc we mgle:
Może nie w porę panie poeto,
lecz czy moglibyśmy na chwilę wejść.
Podał przy wejściu
parasol i płaszcz
i butlę wina.
Tak jakbym kiedyś już widział tę twarz,
była to twarz, o której się nie zapomina.
W przeciągu zgasła mi
świeczka
wiatr powiał zimny jak lód
na korytarza kafelkach
tuż za nim stał czarny kruk.
Zasiadł w fotelu a
ptak jak kot
zajął kolano.
Zamarło mi serce, bo uchwycił mój wzrok
na podeszwy, skąd sterczało końskie łajno.
Oto jesteśmy - tak
jak żeś chciał
Cień lampę nagle skrył,
gdy przez blat biurka wizytówkę mi dał
firmy Diabeł i Syn.
Przecież wzywałem go
przez tyle dni
i tyle nocy
Błagałem o powietrze, o wody łyk
a teraz mu patrzyłem prosto w oczy.
Poczułem konopną linę
co strachem ściska mi krtań
Kiedy mi zaszeleścił pergaminem
i gęsie pióro w garść dał.
Obdarzę cię wszystkim
za kroplę krwi
żądaj co zechcesz,
nauczę widzieć czego nie widzi nikt
i słowo do słowa składać w pieśni.
Cóż chciałbyś w
zamian? - wszak nie mam nic
Gdym jeno marny proch
Kruk w odpowiedzi wykrakał mi
Never more.
Na dłoni mam krople
zaschniętej krwi
a wkoło ciemność
Ta blizna pali, kiedy na dworze mży
a tylko spójrz przez okno - deszcz to ma codzienność.
Tragicznie szczęśliwy
w połowie dni
bezwolnie niesie mnie prąd
A kruk znów na ramieniu skrzeczy mi
swoje Never more.
Never
more
Jerzy Marek
Wiersze czytałem w nocy długo dość
a radio grało
nagle o parapet stuknęło coś
a może tylko tak mi się zdawało
zza okna tajemniczy cichy głos
zdał się słabo nieść
przepraszam czy z poetą zetknął mnie los
może moglibyśmy na chwilę wejść
W sieni parasol podał mi i płaszcz
i flaszkę wina
jakbym już kiedyś gdzieś widział tę twarz
była to twarz której się nie zapomina
w przeciągu zgasła świeca
płomień zimny wiatr zwiał
dreszcz jakiś przeszedł mi po plecach
na podłodze kruk stał
W fotelu usiadł gość a czarny ptak
na jego dłoni
serce zakłuło gdy dostrzegłem jak
nad butem skrawek końskiej sierści się wyłonił
razem przebyliśmy ten drogi szmat
zgodnie z życzeniem twym
i wizytówkę podał mi przez blat
firma Diabeł i syn
Przywoływałem go przez wiele dni
i wiele nocy
czekałem gdy tchu brakowało mi
a teraz mogłem mu popatrzeć prosto w oczy
poczułem jak mi ścierpła skóra
strach gardło lodem skuł
na widok kartki i gęsiego pióra
które wyjął na stół
Ty musisz tylko małą kroplę krwi
zaoferować
ja nowych doznań ci otworzę drzwi
i w pieśni będziesz umiał składać słowa
dlaczego aż tak cię zaprząta
moich myśli tor
spytałem a kruk zaskrzeczał z kąta
„never more”
Na dłoni mam zaschniętą kroplę krwi
mrok okrył salę
a blizną szarpie ból kiedy mży
a wyjrzyj no przez okno przecież pada stale
rozchwiany jak po zabłądzeniu
gdzieś na ślepy tor
a kruk zakrakał siedząc na ramieniu
swoje „never more”
|