|
JACEK LEWIŃSKI
Rocznik 1955. Od 35 lat mieszka we Wrocławiu.
Z zawodu inżynier elektronik i tłumacz naukowo-techniczny.
Kilka lat temu zaczął tłumaczyć piosenki, głównie z
angielskiego. Ta nieszkodliwa początkowo zabawa
przeszła stopniowo w uzależnienie, które trwa do
dziś.
Gdy na urodziny dostał płytę Jaromira Nohavicy,
postanowił włączyć się do akcji "Polska młodzież
śpiewa czeskie piosenki". ;-)

ANIOŁ STRÓŻ

Tajemniczą minę
ma mój anioł stróż
gdy spokojnie krąży
nad mą głową tuż
wciąż śledzi moje kroki
bym bezpiecznie szedł
w czas zły i w czas dobry
wciąż pilnuje mnie
ten mój anioł stróż
Ciężki kawał chleba
ta anielska straż
nalatać się trzeba
choć marny ktoś jak ja
gdy w obłokach kiedyś przy mnie stanie
dzięki szepnę mu
oj niewdzięczne na ziemi zadanie
dał ci szef – Pan Bóg
aniele stróżu mój
aniele stróżu mój
Ciemnym
lasem szedłem przed siebie
¨

Ciemnym lasem szedłem przed siebie
Wyszedłem i gdzie jestem - nie wiem
Żeby choć jakiś dom albo dym
Słońce oślepia mnie blaskiem swym
Ciemnym lasem szedłem przed siebie
Gdzie jestem? Nie wiem, nie wiem…
Suche błoto na butach mam
Siedmiu było nas - zostałem sam
Łzy spływają po korze drzew
Gdy jest źle zamiast łez płynie krew
Ciemnym lasem szedłem przed siebie
Gdzie jestem? Nie wiem, nie wiem…
A na piersi w notesie wciąż mam
Ten jedyny adres jaki znam
Literami go wielkimi wpisałem
I nie zmienił się przez życie me całe
Ciemnym lasem szedłem przed siebie
Gdzie jestem? Nie wiem, nie wiem…
Przedzierałem się przez ciemny las….
(wersja II )
Przedzierałem się przez ciemny las
Teraz nie wiem sam po com tam lazł
Wkoło pustka, chcę iść, ale gdzie?
Słońce całkiem oślepiło mnie
Przez las ciemny szedłem dniem, i nocą
Tylko po co? Po co? Po co?
Suche błoto na butach mam
Siedmiu było nas dziś jestem sam
A łzy drzewom spływają po korze
Czasem krwawe gdy jest już najgorzej
Przez las ciemny szedłem dniem i nocą
Tylko po co? Po co? Po co?
Niosę notes na piersi schowany
W nim wielkimi literami wpisany
Ten jedyny adres jaki mam
Całe życie niezmiennie ten sam
Przez las ciemny szedłem dniem i nocą
Tylko po co? Po co? Po co?
CMENTARZE SŁONI

Ścieżki znam, którymi chodzą słonie pić
Rozryte i błotniste, nie wiem czy dalej mam iść
U kresu nie czekają zdroje ożywcze
U kresu zgasną nadzieje wszystkie
Już wiem gdzie leży cmentarz słoni
Wiem gdzie znajdziesz kości słońcem wypalone
Gdy już gwiazdy wszystkie pogasną
Kiedy słońce przestanie grzać
Z wami w przestrzeń wszechświata jasną
Chciałbym gnać
Choć już gwiazdy świecić przestaną
Choć już słońce przestanie grzać
Nasza podróż w przestrzeń nieznaną
Będzie trwać
CO TO SIĘ STAŁO
BRACISZKU…

Braciszku, nie rozumiem nic,
Po latach razem, w poniewierce,
Skąd na twych palcach krople krwi,
Co to się stało powiedz mi,
Czemu mnie boli serce?
Ktoś nas oszukał, bracie, patrz,
Może ten pan co w zamku mieszka?
Złotym dzwoneczkiem mamił nas
I w pole wywiódł jeszcze raz,
Nie mamy, bracie, szczęścia.
Dusza do kubka roni łzy,
Siły mnie z wolna opuszczają.
Co robić, bracie, powiedz mi,
W kubeczku dusza roni łzy,
Nadzieje nie wracają.
Piosnkę zaśpiewać chciałem dziś,
Żeby się wszyscy znowu śmiali,
Że trawa, woda, słońce lśni
Piosenkę miałem śpiewać dziś
Ale mi ją zabrali.
Gwiazda

Czerwoną małą gwiazdę
Znalazłem w błocie wczoraj
Z ramienia komuś spadła
Albo może z czoła
Ktoś ją zwyczajnie zgubił
Nawet nie zauważył
Ze wszystkim, też z miłością,
Tak się może zdarzyć
Spojrzałem w przestrzeń w górę
W obłokach zobaczyłem dziurę
Tak cię pokarał Bóg
Że butnie wkraczasz w nieba próg
Wspomniałem swego dziadka
Gdy chmury skryły niebo
Czy wszystkie nasze drogi
Do celu zawsze biegną
Schowałem w kieszeń gwiazdę
I nie wiem jak to się stało
Że całe piękno ze mnie
Nagle uleciało
Spojrzałem znowu w górę
W obłokach zobaczyłem dziurę
Bóg nas pokarał tak
Za podeptany nieba szlak
Łgaliście w żywe oczy
Kosmiczni rozbójnicy
Że niebo poszarpane
Leży na ulicy
Znalazłem wczoraj gwiazdę
Niebiosom zwrócić ją trzeba
Z rynsztoka ją podniosłem
Lecz jak sięgnąć nieba
Znów się wpatruję w przestrzeń
A dziura większa jeszcze
Bożego gniewu znak
Że w niebo sięgasz butnie tak
Znalazłem wczoraj gwiazdę
Wygasłą gwiazdę…
Jutro skoro
świt

Gdy
jutro pod murem
Stanę skoro świt
Za zdrowie wypiję
Ostatni wódki łyk
Opaskę z oczu zrzucę
Niebo widzieć chcę
Jeszcze sobie wspomnę
Jak kochałaś mnie
Na na na ….
Wspomnę jak kochałaś
Mnie
Gdy jutro skoro świt
Przyjdzie do mnie ksiądz
Powiem, że raj mi
Nie po drodze stąd
Po swojemu żyłem
Skończę równie źle
Piwa nawarzyłem
Pora wypić je
Na na na ……
Teraz com nawarzył
Muszę pić
Gdy jutro skoro świt
Padnie rozkaz pal!
Lat bez twych uścisków
Tak mi będzie żal
Ze słońcem się pożegnam
I przykro będzie mi
Że teraz sama jedna
Na ziemi będziesz żyć
Na na na ……
Że samotnie teraz
Będziesz żyć
Kiedy jutro rano
Pościel będziesz prać
Albo grabić siano
Pod murem będę stać
Do ognia dorzuć drew
Smutek w duszy skryj
Nie zapomnij mnie
Pamiętaj ale żyj
Na na na …..
Nie zapomnij mnie
I żyj
Dzikie konie

Widziałem jak dzikie konie
W dal o zmierzchu mkną
Powietrze ciężkie dziwnie tytoniem
Pachnie wciąż
Biegły tak, biegły bez uzdy i siodła
Krainą gór i rzek
Jaka dzika tęsknota je wiodła
Czort to wie
Czy wszechświata przestrzeń niezmierzona
Wolności wiecznej mit
Sił nam nie brak marzeń nie pokona
Nic i nikt
W nozdrzach słabnie zapach klaczy
W mroku ginie brzeg
Wieczorny szlak miłości znaczy
Dzika pieśń
Źdźbła traw głowy pochylają
Królewski jedzie dwór
Na zbójników których sądzić mają
Czeka sznur
Tak chciałbym jak dziki koń wiatr gonić
Porzucić stary szlak
A wszyscy handlarze koni
Niech was szlag!
Widziałem znów dzikie konie…
Już po mnie idą…

Biedny jak mysz byłem przez długi czas
W najdalszy kąt wiałem też niejeden raz
Lecz nie jestem frajer ech trącał was pies
Gdy świat w pysk ci daje wal w mordę go też
Gdy czegoś mi skąpisz obsłużę się sam
Zamek dość wątły a adres już znam
Nieważne dolar czy złoto czy frank
To moja dola więc ruszam na bank
Już po mnie idą idą już
Na murach moje fotki co rusz
Jak mnie dopadną oj będzie młyn
Ciemnicę ładną mi dadzą w Sing-Sing
W stanie Iowa był mróz że aż strach
Uboga wdowa mnie wzięła pod dach
Ona bogini jam forsy dość miał
Całkiem jak w kinie miłości trwał szał
Pół roku trwało nim rzekła mi pas
Złoto stopniało więc żar uczuć zgasł
Zabawki pakuj i ruszaj gdzie chcesz
Znów jestem na szlaku i biedny jak wesz
Już po mnie idą idą już
Na rogach fotki moje co rusz
Wnet będą u mnie ktoś dał glinom cynk
Ciemno jak w trumnie jest w celach Sing-Sing
Jubiler Smith że nic nie ma łgał
Dostał dwa szybkie i wszystko mi dał
Za pas nogi wziąłem i zniknąłem w mig
Gdy jesteś goły to nie zna cię nikt
Dziś w Utah żywot spokojny już mam
Odstawiam piwo i stronię od dam
Chcą dostać mnie w łapki lecz sprytu mam dość
Omijam pułapki więc trzęsie je złość
Już po mnie idą będzie źle
Każda przy łóżku ma zdjęcie me
Jak dam się ustrzelić oj skończy się miód
Już wolę smród celi niż na karku but
Kiedy brali mnie
do woja

Kiedy brali mnie do woja
Zaraz ogolili łeb
Wyglądałem jak idiota
Tak jak wszyscy wokół mnie-e-e-e
Tak jak wszyscy wokół mnie
Wnet w koszarach mnie zamknęli
I zaczęli uczyć mnie
Jak mam dobrym być żołnierzem
Kraju bronić na wojnie-e-e-e
Kraju bronić na wojnie
Czasem w izbie po capstrzyku
Przytulałem się do ścian
Wpominałem swoją miłą
I płakałem w kącie sa-a-a-am
I płakałem w kącie sam
Kiedy do mnie przyjechała
Zapalenie płuc żem miał
W korytarzu wciąż był hałas
Nic nie było z szału ciał – ciał ciał
Nic nie było z szału ciał
Ech nie płaczcie oczy moje
To nie była wina jej
Kiedy dziewczę chce miłości
Pomoc zawsze znajdzie sie-e-ę
Pomoc zawsze znajdzie się
Major to jest wielka szycha
Przy bramie go spotkała
Poszła za nim na kwaterę
Szukać już nie musiała-a-a
Szukać już nie musiała
Kogo los żołnierza wzruszy
Gdy go panna zdradziła
Do widzenia panie Šrámek
Piosenka się skończyła-ła
I jak się podobała-ła
Nazbyt piękna nie była
Kiedy ty
się kąpiesz ...

Kiedy ty w łazience
Plecy myjesz wodą
Ja zacieram ręce
Zbrodnię knuję nową
Jeszcze się oddajesz wodzie
Lecz wnet pojmę cię ja złodziej
Wciąż nas dzieli ścianka
Każda chwila dłuższa
Druga kawy szklanka
Trzecia fajka w ustach
Czuję niemal jak za ścianą
Wdzięki swoje mydlisz pianą
Niechaj sobie woda
Powolutku ciecze
Tylko że apetyt rośnie
A czas się wolno wlecze
Gaśnie już papieros
Kawa stygnie
Krew aż bucha
Niespokojne serce
Zwolnić wcale nie chce
Nigdy mnie nie słucha
Kiedy tak się kąpiesz
Myjesz sobie plecy
Ja się cały trzęsę
Wszystko z rąk mi leci
Zanim staniesz tu na progu
O odwagę proszę wszystkich bogów
Woda jak to woda
Powolutku ciecze
Gorzej że apetyt ciągle rośnie
A czas się wolno wlecze
Gaśnie już papieros
Kawa stygnie
Krew się pieni
Uspokajam serce
Lecz mnie słuchać nie chce
I już się nie zmieni
KOMETA

Ujrzałem kometę po niebie przemknęła
Chciałem jej zaśpiewać a ona zniknęła
Jak łania w gęstwinie w chmurach się schowała
Tylko garść miedziaków w oczach mi została
Pieniądze ukryłem pod ziemią przy dębie
Kiedy znów przyleci nas już tu nie będzie
Minie nasze życie marne i niestałe
Widziałem kometę zaśpiewać jej chciałem
O wodzie o trawie o lesie
O śmierci którą nie w porę zawsze los przyniesie
O zdradzie miłości o świecie
O ludziach którzy żyli na naszej planecie
Wciąż z dworca gwiezdnego ruszają wagony
Na szlak przez Keplera w niebie wyznaczony
On szukał aż znalazł w gwiezdnych zakamarkach
Prawdę którą teraz dźwigamy na barkach
Największa z odwiecznych tajemnic przyrody
Że tylko z człowieka człowiek się narodzi
Że korzeń wraz z liśćmi w drzewo się jednoczy
Krew naszych nadziei wszechświatem się toczy
Ujrzałem kometę jak relief srebrzysty
Wykuty rękami dawnego artysty
Wspiąłbym się do nieba żeby ją zatrzymać
Ale marność mocno na ziemi mnie trzyma
Jak posąg Dawida z marmuru białego
Stałem i bezradnie gapiłem się w niebo
Dumając że kiedy znów tutaj przybędzie
Ktoś inny zaśpiewa bo nas już nie będzie
O wodzie o trawie o lesie
O śmierci którą nie w porę zawsze los przyniesie
O zdradzie miłości o świecie
Będzie to piosenka o nas i komecie
Krecia
robota
(wersja I )

Pierwsza druga trzecia czwarta
Wre w ogrodzie praca wartka
Krecie, ostre rusz pazurki
Drąż kreciego metra dziurki
Rrrrrrrrr…..
Grosik masz to szturmuj kasę
Prędko ruszaj w krecią trasę
Tu ogórek a tam seler
Powrót truchtem – drobny feler
Rrrrrrrrr…
Krecia robota
(wersja II)
W środy, wtorki również w czwartki
Wre wśród rabat prac wir wartki
Krecie, ostre rusz pazurki
Wierć raz wraz rur metra dziurki
Rrrrrrrrr…..
Traktem dziur strach pruć wśród trakcji
Rumor rur - wprost w bród atrakcji
W rabarbarów rezerwuar
Wróć zdrów, krnąbrny trąc trotuar
Rrrrrrrrr…
Mam tylko
bliznę

Nie wierzę w rewolucje, nie wrobią mnie od nowa
Swą wielką głowę z trudem pod kapturem chowam
Preparowany ryż smakuje mi jak glina,
W kieszeni w pogotowiu zawsze jest aspiryna.
Z przejściem przez ucho igły z dnia na dzień coraz
gorzej
A przez las biegnę tak, żeby uciec wilków sforze
A gdyby ktoś z was o anioła spytać chciał,
Mam tylko bliznę, bo przy mnie stał.
Popiół mam na rękawie, krawat splamiony sadzą,
Me grube palce ledwie z pętlą sobie radzą.
A kiedy łzy mi ciekną, to zaraz je połykam
I tańczę zawsze tak, jak zagra mi muzyka.
Oczy widziały dużo a ręce wiele miały
Lecz w sercu wstyd wciąż rósł choć salwy sławy grały
A o anioła gdy spytacie powiem wam
Mam tylko bliznę, więc nie byłem sam.
Poznałem prezydentów i drani przez te lata,
Przyszedłem na świat nagi, tak zejdę też ze świata,
Gdy miałem lat piętnaście widziałem ruskie tanki
Gdy mam pięćdziesiąt przyszłość sprawdzam u Cyganki.
Nim u Świętego Piotra stanę przed komisją,
Poetom czeskim chciałbym się pokłonić nisko
A gdyby ktoś z was o anioła spytać chciał,
Mam tylko bliznę, bo przy mnie stał.
W Paryżu ruską prasę miałem do czytania
Bo z Biblii pojmowałem tylko proste zdania,
W Stanach zajady miałem od łyżki plastikowej
I tak najlepsza kawa jest u nas w Hypernowej.
Wyrzucam asa z ręki, rozdanie więc stracone
Choć chciałbym widzieć Banik jak rozniesie Barcelonę
A o anioła gdy spytacie powiem wam
Mam tylko bliznę, więc nie byłem sam.
Niektórzy ludzie dziwne mają wciąż ciągoty
Ja na nic oprócz ciebie nie mam już ochoty
Kiedy się czasem krzątasz w kuchni czymś zajęta
Gdy wznosisz rękę jak batutę dyrygenta.
Choć nieraz nas zupełnie co innego nęci,
Ja wszystkie złe wspomnienia skreślam z mej pamięci.
A gdyby ktoś z was o anioła spytać chciał,
Mam tylko bliznę, bo przy mnie stał.
Nie dam
ci, czego nie mam sam

Nie dam ci, czego nie mam sam
Orlich skrzydeł nad doliną ciemną
Jeśli w moich uczuć wątpisz stan
Ukarz mnie ale zostań ze mną
Nie mam władzy nad tym co nie moje
Prędzej chyba uchem igły przejdę
Swą pokutę za błędy potroję
Zniosę karę jeśli nie odejdziesz
Czego nie mam – już nie będę miał
Nie zakwitnie piasków połać pusta
Już za późno bym lepszym się stał
Ukarz więc mnie ale nie opuszczaj
Póki się
śpiewa
Co kwadrans z Cieszyna pociągi ruszają w
swiat
Wczoraj nie spałem dziś pewnie nie zasnę i tak
Medard mój patron popuka się w czoło nie raz
Ale póki się śpiewa jeszcze umierać nie czas
W sklepiku kupuję bułkę bo długa jest noc
W sercu mam miłość a w głowie piosenek moc
Co trzeba robić ze szkoły to wie każdy z nas
Lecz póki się śpiewa jeszcze umierać nie czas
W kolekcji biletów następny przybędzie dziś też
Właśnie wyruszam lecz nie wiem gdzie drogi mej kres
Życie za oknem jak film miga mi raz po raz
A póki się śpiewa jeszcze umierać nie czas
Nieraz słono płaciłem za umiaru brak
Pełen wybojów i kręty wciąż mój życia szlak
Choć sępy się zlecą ja jeszcze nie powiem pas
Bo póki się śpiewa jeszcze umierać nie czas
Z Cieszyna pociągi ruszają na świata kres
Łapię telefon - hej ludzie! ktoś jeszcze tam jest?
Wtedy z oddali głos słyszę kolejny już raz
Że póki się śpiewa jeszcze umierać nie czas
Panie
Prezydencie

Panie Prezydencie przez naród wybrany
Pisze skargę bo przez moje dzieci czuję się
zapomniany
Mówię o synu Karlu i młodszej córce Ewie
Rok już nie przyjeżdżali nawet nie pisali co mam
robić nie wiem
Niech mnie Pan zrozumie
Pan przecież wczuć się umie
Pan może to naprawić Pan się za mną wstawi
Mnie tak nie zostawi
Czy ja chcę zbyt wiele
Szczęścia kąsek mały
Czyśmy po to walczyli by nasze marzenia
Teraz się rozwiały
Panie Prezydencie skargę też dodaję
Że znów podrożały piwo jogurty parówki i tramwaje
I znaczki pocztowe notesy kolorowe
Nawet cielęcina trudno to wytrzymać – jak mam się
utrzymać
Niech mi Pan pomoże
Pan przecież wszystko może
Pan wszystko załatwi Panu przecież łatwiej
Dość mam upokorzeń
Przecież ja chcę tylko
Szczęścia odrobiny
Ja was popierałem lecz zawsze myślałem
Że o to walczymy
Panie Prezydencie mojej republiki
A na dodatek właśnie dzisiaj zwolnili mnie z fabryki
Całych lat trzydzieści wszystko cacy było
Przyszli nowi młodzi jak zaczęli rządzić wszystko
się skończyło
Niech mi Pan pomoże
Pan przecież wszystko może
Pan wszystko załatwi Panu przecież łatwiej
Dość mam upokorzeń
Przecież ja chcę tylko
Szczęścia odrobiny
Też się narażałem lecz zawsze myślałem
Że o to walczymy
Panie Prezydencie gdyby Agnieszka żyła
Za ten list co tu piszę to normalnie chyba by mnie
zabiła
Rzekłaby Jarku przestań tak mu zawracać głowę
On ma ważną robotę dba o kraj Europę
I sprawy światowe
Ale Pan mnie zrozumie
Pan przecież wczuć się umie
Pan może to naprawić Pan się za mną wstawi
Mnie tak nie zostawi
Czy ja chcę zbyt wiele
Szczęścia kąsek mały
Czyśmy po to walczyli by nasze marzenia
Teraz się rozwiały
Panie Prezydencie ……..
Sarajewo

Pośród wzgórz Galicji srogi hula wiatr
Całą naszą biedę żywioł zabrał w świat
Jak wędrowne ptaki nocą i za dnia
Lecimy nad ziemią – niebieskie listy dwa
Jeszcze płonie ogień a skry lecą w mrok
Ale pora już iść spać
Wśród gór Sarajewo ledwie o krok
Jutro już tam ślub będziemy brać
Proboszcz w kościele na zawsze zwiąże nas
Wianek z tamaryszku do rzeki wrzucić czas
Niechaj go ku morzu wartki niesie nurt
Gdy ziemią iść będziemy pod sklepieniem chmur
Jeszcze płonie ogień a skry lecą w mrok
Ale chyba pora spać
Wśród gór Sarajewo ledwie o krok
Jutro już tam ślub będziemy brać
Z białego kamienia zbuduję ci dom
Drewnem dębowym wyłożę każdy kąt
Niechaj wszyscy wiedzą żem cię w sercu miał
Dom piękny i solidny - na wieki będzie stał
Jeszcze płonie ogień a skry lecą w mrok
Ale pora już iść spać
Wśród gór Sarajewo ledwie o krok
Tam kochana ślub będziemy brać
Wciąż
jeszcze tęsknię

Jeszcze przychodzisz do mnie w snach
Coś jeszcze ciągle w sercu gra
Czasem mnie budzi w nocy
Jakby wspomnienia twego dotyk
I zawsze ściągam buty
Bo może się zbrudzić
Nasz dywan który tak lubisz
Wciąż jeszcze tęsknię
Pogodzić się nie mogę
Że nie przychodzisz
I już nie przyjdziesz
Że dzwonek nie zadzwoni
I drzwi się nie otworzą
Że jesteś z innym nie wiem gdzie
Tęsknię za tobą
Wciąż tęsknię za tobą
Mgiełka oddechu na szkle lustra
Zwiewna pamiątka po twych ustach
A w każdym kącie mały czart
To Adalbert kulawy skrzat
I w każdym łyku kawy
I w każdym kęsie strawy
We wszystkim ciągle jesteś ty
Wciąż jeszcze tęsknię
Oswoić się nie mogę
Z myślą że nigdy
Już nie przyjdziesz
Że dzwonek nie zadzwoni
Nie staniesz w progu
Że z innym teraz być już chcesz
Tęsknię za tobą
Wciąż tęsknię za tobą
|