|
MAGDALENA DOMARADZKA
urodzona 14
października 1969 w Warszawie. Tłumaczka języków
czeskiego i
słowackiego, lektorka i nauczycielka czeskiego.
Przygoda z czeskim
zaczęła się dla niej już w dzieciństwie, gdy wraz z
rodziną mieszkała przez sześć lat w Pradze. Jest
absolwentką szkoły podstawowej (wówczas jeszcze
dziewięcioletniej) w Pradze 10 – Strašnicach. Po
powrocie do Polski i studiach w Instytucie
Slawistyki Zachodniej i Południowej Uniwersytetu
Warszawskiego na kierunku bohemistyka poświęciła się
całkowicie pracy translatorskiej i lektorskiej.
Połączeniem pracy
zawodowej i prywatnej miłości do czeskiego kina jest
tłumaczenie list dialogowych czeskich filmów,
których przetłumaczyła do tej pory 17 (to absolutny
rekord). Od 2003 roku stale współpracuje z corocznym
festiwalem kina czeskiego, słowackiego i polskiego -
„Kino na granicy“ w polskim i czeskim Cieszynie.
Jest dwukrotną laureatką nagrody czeskiego
Ministerstwa Edukacji w dziedzinie przekładu poezji.
Tłumaczy teksty piosenek Nohavicy, Plíhala, Radůzy.
Stała współpracownica magazynu poświęconego kulturze
Europy Środkowej „Panorama kultur”. Autorka
słuchowisk Polskiego Radia o czeskich zwyczajach
bożonarodzeniowych i o Teatrze Járy Cimrmana,
artykułów o twórczości Nohavicy w polskich i
czeskich mediach, wywiadu z artystą i pracy „Świat
Jaromíra Nohavicy”.
Mieszka i pracuje w
Warszawie. Opracowała autorską metodę nauczania
czeskiego. Interesuje się podróżami (najdalszą był
kilkumiesięczny pobyt w Indiach), zoologią (studia
biologiczne na UW), odkryciami polarnymi. Prywatnie
mama trzech córek.
„LISTOGRAFIA”:
"Bestiarium" (Bestiář,
reż. Irena Pavlásková, 2007)
"Bolero" (Bolero, reż.
F. A. Brabec, 2004)
"Grandhotel"
(Grandhotel, reż. David Ondříček, 2006)
„Jedna ręka nie
klaszcze” (Jedna ruka netleská, reż. David
Ondříček, 2003)
„Jeszcze żyję z
wieszakiem, czapką i lizakiem"(Ještě žiju s věšákem,
plácačkou a čepicí, reż. Pavel Göbl, Roman Švejda,
2005)
„Kawałek
nieba” (Kousek nebe, reż. Petr Nikolaev, 2005)
„Mężczyzna idealny”
vel "Powieść dla kobiet" (Román pro ženy, reż. Filip
Renč, 2005)
"Mniaga-Happy end" (Mnága
- Happy end, reż. Petr Zelenka, 1996)
"Na złamanie karku"
(Horem pádem, reż. Jan Hřebejk, 2004)
"Piękność w opałach"
vel "Ślicznotka w tarapatach" (Kráska v nesnázích,
reż. Jan Hřebejk, 2006),
"Pod jednym
dachem"(Pelíšky, reż. Jan Hřebejk, 1999)
„Reguły kłamstwa"
(Pravidla lži, reż. Robert Sedláček, 2006)
„Rekin w głowie”
(Žralok v hlavě, reż. Maria Procházková, 2005)
„Restart” (Restart, reż. Julius Ševčík, 2005)
"Szczęście" (Štěstí,
reż. Bohdan Sláma, 2005)
"Wychowanie panien w
Czechach" (Výchova dívek v Čechách, reż. Petr
Koliha, 1997),
"Wycieczkowicze"
(Účastníci zájezdu, reż. Jiří Vejdělek, 2006)
Strona www:
www.restart.edu.pl
JAROMIR NOHAVICA:
Ameryka / Amerika
Czego mi brak / To
co nemám, nemůžu ti dát
Danse macabre
Długa cienka
struna / Dlouhá tenká struna
Kochanie,
pachniesz deszczem / Lásko, voníš deštěm
Kołysanka
dla Kuby i Lenki / Ukolébavka pro Kubu a Lenku
Piosenka
grenlandzka /Grónská písnička
Świniopas / Hlídač krav


Tam za górą, za wysoką,
Frydka-Mistka wieże
posłała mi moja miła
serce na papierze
i list, w którym pisze
że rozpacza wielce
i że jej w tej Ameryce
z żalu pękło serce
Wyleciały dzikie kaczki
z góry pod Radhosztiem
przesyłam ci pozdrowienia
przez niebiańską pocztę
przesyłam ci liścik
przez ogromne morze że by serce lecieć
chciało
lecz przecież nie może
CZEGO MI BRAK

Czego mi brak, nie mogę ci dać
Orlich piór łopotu gdzieś w noc ciemną
Gdy ci trudno w tej miłości trwać
Chcesz – to ukarz, ale zostań ze mną
Stać się innym nie jest w mocy mej,
Prędzej miękką stałaby się skała,
Więc rachunek mi wystawić chciej,
Albo ukarz, ale nie zostawiaj
Mieć nie będę już, czego mi brak
Bo na piasku nie wyrośnie puszcza
Licz potrójnie każdą z moich wad,
Nawet ukarz, ale nie opuszczaj
Danse macabre
Poświęcone Leonarowi Cohenowi
Przekład
Renaty Putzlacher
>>>
Sześć milionów serc przez komin wyleciało
już
a nasze małe kłamstwa, miła, dawno pokrył
kurz
będziemy tańczyć z wieśniakami na skraju
wioski
śmiać będziemy się
kocham Cię
Koło miłości i nienawiści toczy się
jedziemy na wesele bat zady końskie tnie
w czerwieni aksamitu
jesteś moja Marią lub Ewą któż to wie
dziś zabiją mnie
Nawet od dzieci mnie nie czeka żaden miły
gest
a oko opatrzności wciąż zamknięte dla
mnie jest
na Boga też nie można liczyć bo się upił
bałkański likier tani
ach życie me do bani
DŁUGA CIENKA
STRUNA

Tak jak długa cienka struna
nim jej dotkną moje dłonie
jak księżyca srebrna łuna
kiedy woda ją pochłonie
jak wrak, co go niosą fale
jak grosz z łaski dla żebraka
bicie dzwonów oszalałe
gdy wojsk obcych głosi atak
Taki we mnie tkwi niepokój
z taką trwogą się potykam
wciąż, od świtu aż do zmroku
póki smutna gra muzyka
tylko takie wiersze umiem
tylko takie pieśni umiem
tylko tak ten świat rozumiem
Jak po lecie zmięte żagle
gdy nadchodzi pora słoty
i jak całkiem obcy nagle
ukochanej dłoni dotyk
jak niedokończone zdanie
bo je twoja drwina studzi
jak czy kochasz mnie – pytanie
które irytację budzi
Taki we mnie tkwi niepokój
taka trwoga we mnie rośnie
wciąż, od świtu aż do zmroku
gdy fortepian gra żałośnie
tylko takie wiersze czuję
tylko takie pieśni czuję
tylko tak ten świat pojmuję
Jak niechciane brzemię losu
które dalej muszę dźwigać
i jak echa naszych głosów
choć postaci już nie widać
jak ostatnie ludzkie tchnienie
jak krzyk dziecka, gdy się rodzi
sen, co nie jest ukojeniem
i jak miłość, co odchodzi
Taki we mnie tkwi niepokój
z taką trwogą się potykam
wciąż, od świtu aż do zmroku
póki smutna gra muzyka
tylko takie wiersze czuję
tylko takie pieśni czuję
tylko tak ten świat pojmuję
Kochanie,
pachniesz deszczem

Idę wśród kropli deszczu
Przez miasto, które znam
I szukam śladów naszych stóp, naszych
stóp
Idę tą samą drogą
I wspominam
I wszystko wokół brzmi jak cud
Kochanie, pachniesz deszczem
Mówiłeś tu
I chyba wicher wtedy wiał, wtedy wiał
Minęło tysiąc lat
Zdjąłeś swój płaszcz
Choć był za duży, miło grzał
Jak nasze kochanie
Jak długo, długo jeszcze
Ma trwać życia bieg
Przecież tak krótko ono trwa, życie trwa
Kochanie, pachniesz deszczem
Jak plucha i śnieg
Lecz wciąż mnie grzeje miłość twa
I wciąż tak samo pada
I ja bez zmian
I tylko zegar bije znów, bije znów
Byłeś i jesteś wciąż, jak znaleźć cię mam
Idę w deszcz śladem twoich stóp
O kochanie
Kołysanka
dla Kuby i Lenki

Dzień już w noc zmienił się już pora na spoczynek
Więc kołderką przykryję Cię prześpij się choć
odrobinę
Jutro jest nowy dzień słonko mi to dziś obiecało
Życzę by to co się śni i po zbudzeniu nam
przetrwało.
Gdy nie będzie gorzej- to nie będzie mało
Dajduli dajduli oczka niech zrobią luli,
Dajduli dajdi niech sen Cię utuli
Hajajajajajajaja
Kuba Lenka mama i ja
Zanim słonko jutro zacznie grzać
Dobranoc chodźmy spać
W nocy gdy przypełznie strach
I serduszko bije buch buch buch
Ja ze strachem zrobię „ trach”
Bo mnie się przelęknie każdy duch
Jutro jest nowy dzień słonko mi to dziś obiecało
Życzę by to co się śni i po zbudzeniu nam
przetrwało.
Gdy nie będzie gorzej- to nie będzie mało
Dajduli dajduli....
Piosenka
grenlandzka

W kraju grenlandzkim gdzieś na północy
Eskimos z Eskimoską trą swe nosy
nam by tam zamarzły uszy brody
a oni od rana jedzą lody.
A ta Grenlandia to raj dla śpiochów
bo noc polarna tam trwa pół roku
gdy przyjdzie wiosna snu koniec marny
bowiem pół roku trwa dzień polarny
Gdy śniegu tona spadnie białego
bawią się z miśkami w chowanego
niedźwiedzia znaleźć wszak wielka bieda-
to białe, to białe, więc się nie da
A gdy herbaty woń w igloo mami
psy ich pilnują przed złodziejami
śmieją się z figlów miśka niecnoty
bo misiek wyprawia różne psoty
Tak więc im płyną ich noce i dnie
i termometry im niepotrzebne
my byśmy mieli wciąż ciała drżące
no a ich grzeją serca gorące.
Świniopas
Przekład
Renaty Putzlacher
>>>
Kiedy byłem mały starzy mi margali
Bym się dobrze uczył i nigdy nie nawalił
Kiedy będziesz duży to będziesz miał
wielką kasę
Zostaniesz adwokatem, to zajęcie miłe,
I cały dzień przeleżysz do góry wentylem
A ja im na to, że ja chcę być świniopasem
Bo ja chcę mieć czapkę z pomponem na boku
Jeść ciepłe kasztany i myć się w potoku
I tylko przez cały dzień śpiewać refren
ten:
I śpiewać: Pam pam padam pam…
Pod choinkę same książki, nie tak, jak
koledzy
Ale w żadnej nie znalazłem potrzebnej mi
wiedzy
No bo w żadnej nie pisali, jak się pasie
świnie.
Pytałem o to tatę i mamę i dziadka
Lecz wytrzeszczali oczy, skąd u mnie taka
gadka
I tylko mi mówili: „Połóż się, to wnet
minie”
Bo ja chcę mieć czapkę z pomponem na boku
Jeść ciepłe kasztany i myć się w potoku
I tylko przez cały dzień śpiewać refren
ten:
I śpiewać: Pam pam padam pam…
Dziś już jestem stary i wiem, ile wiem
I nie jest tak, że robię tylko to, co
chcę
A jak mi bardzo smutno, to se leżę na
trawie
Nogi skrzyżowane i ręce pod głową
Lubię patrzeć w górę na niebo nad sobą
I widokiem moich świnek wśród chmurek się
bawię
Bo ja chcę mieć czapkę z pomponem na boku
Jeść ciepłe kasztany i myć się w potoku
I tylko przez cały dzień śpiewać refren
ten:
I śpiewać: Pam pam padam pam…
|